Rząd chce, aby sieć drogowa liczyła do 2013 r. 1729 km autostrad i 1800 km dróg ekspresowych. Wczoraj plany nowej ekipy po raz pierwszy ocenił ich wykonawca - a więc drogowa dyrekcja. - Mamy dobry program budowy dróg, są to realne perspektywy. Mamy też złe prawo, co jest z kolei realną barierą dla naszych inwestycji - mówił Zbigniew Kotlarek, pełniący obowiązki generalnego dyrektora GDDKiA. Główny problem Dyrekcji to blokowane przetargi. W 2005 r. przez protesty przegranych firm "stanęło" aż 98 inwestycji, w tym tak kluczowe, jak budowa autostrady A-4 ze Zgorzelca do Krzyżowej, obwodnicy Wyszkowa czy ekspresówki S-1 z Pyrzowic do Podwarpia. Stosownymi zmianami prawa zamówień publicznych zajmuje się teraz Sejm. - Apelujemy do posłów, aby szybko przegłosowali poprawki - stwierdził Z. Kotlarek.

65 inwestycji zostało z kolei zablokowanych przez ekologów na podstawie przepisów o ochronie środowiska. W skrajnych przypadkach, jak budowa drogi ekspresowej S-22 z Elbląga do granicy z Obwodem Kaliningradzkim, ryzykujemy utratę nawet 300 mln euro pomocy unijnej. Część stosownych zmian prawa w tym zakresie trafiła już do parlamentarzystów, pozostałymi sprawami zajmie się specjalny zespół międzyresortowy.

GDDKiA domaga się wreszcie przywrócenia zasady, że co najmniej 30% akcyzy z paliw idzie na drogi. 12% jest we władaniu Dyrekcji, resztą dysponują samorządy. W grudniu ub.r. Sejm przyjął ustawę o finansowaniu infrastruktury transportu lądowego. Zgodnie z nią, centralna administracja drogowa podzieli się akcyzą z koleją. Na drogi i PKP trafi łącznie co najmniej 18% wpływów z podatku, rozdzielać je będzie rząd. - Widzimy potrzebę zwiększenia środków budżetowych na przygo towanie inwestycji i wykup gruntów - zaznaczył szef GDDKiA.