W zeszłym roku w Unii sprzedano 120 mln par butów z Wietnamu i 95 mln par z Chin, o wartości 5 mld euro. Ostatnio import rósł lawinowo, po kilkaset procent rocznie. Zdaniem urzędników z Brukseli, działo się tak dlatego, że buty z Dalekiego Wschodu są sprzedawane poniżej kosztów produkcji. Lokalne władze wspierają producentów tanimi kredytami, dzierżawią ziemię poniżej rynkowych stawek i udzielają ulg podatkowych - uznała Komisja Europejska po kilkumiesięcznym dochodzeniu.
Od 7 kwietnia skórzane buty ze Wschodu mają zostać obłożone 4-proc. stawką celną. Po pięciu miesiącach będzie mogła ona wzrosnąć do 19,4% w przypadku obuwia chińskiego i 16,8% w przypadku obuwia wietnamskiego. - Nie mogę ignorować oczywistych dowodów - powiedział odpowiadający za handel unijny komisarz Peter Mandelson. Podkreślił przy tym, że nawet włączając już karne cła dotyczące obuwia, tylko niespełna 2% chińsko-unijnego handlu jest objęte sankcjami.
Na wprowadzenie sankcji muszą się zgodzić jeszcze kraje członkowskie Wspólnoty.
W zeszłym roku Bruksela prowadziła z Pekinem wojnę dotyczącą dumpingu towarów tekstylnych, który poskutkował wprowadzeniem kwot importowych. Chińskie staniki i bluzki nie zostały przepuszczone przez odprawy celne i zaczęły zalegać w europejskich portach morskich. Teraz urzędnicy postanowili zagrać inaczej. Liczą, że wprowadzenie karnych ceł ograniczy import.
Chińczycy i Wietnamczycy są zaskoczeni. - Maksymalne stawki są znacznie wyższe niż się spodziewaliśmy - stwierdził w wypowiedzi dla agencji Bloomberga Nguyen Ngoc Lam, wiceprezes Wietnamskiego Stowarzyszenia Producentów Skóry i Obuwia. Azjaci boją się, że w wyniku sankcji padnie spora grupa firm.