Reklama

Kuszące zyski z IPO

Publikacja: 24.02.2006 08:08

W tym roku na warszawskiej giełdzie może pojawić się przynajmniej kilkanaście nowych firm. Historia pokazuje, że systematyczne inwestowanie na rynku pierwotnym może przynosić pokaźne zyski. Ostatnie dziesięć debiutów pozwoliło pierwszego dnia zarobić ponad 60% bez uwzględnienia zapłaconych prowizji, natomiast biorąc pod uwagę redukcje zapisów.

Ten bardzo dobry wynik to w połowie zasługa 100-proc. wzrostu papierów PC Guard podczas pierwszej sesji giełdowej. Nawet nie licząc tego przypadku stopa zwrotu wygląda zachęcająco. Jednocześnie taka strategia cechuje się dość ograniczonym ryzykiem. Licząc od grudnia 2003 r. najdłuższa seria debiutów poniżej ceny emisyjnej wyniosła jedynie 2 przypadki. Było to w połowie 2004 r., kiedy na giełdzie pojawiały się Artman i Mediatel (wtedy SM-Media). Przeznaczając w obu ofertach po 10 tys. zł na zapis na akcje i uwzględniając niewielką redukcję na Mediatelu stracilibyśmy łącznie ponad 2,3 tys. zł. Jednocześnie gdybyśmy w każdej ofercie z 2005 r. złożyli zapis na 10 tys. zł, to biorąc pod uwagę notowane redukcje zapisów zarobilibyśmy 6118 zł (nie licząc prowizji), z czego 3400 zł przypadło na PC Guard. Natomiast w 2004 r. taka sama strategia przyniosłaby 5879 zł.

Trudny pierwszy rok

W ubiegłym roku na akcjach debiutantów już na pierwszej sesji można było zarobić przeciętnie 8,4%, biorąc pod uwagę kursy z zamknięcia praw do akcji lub akcji. To prawie dokładnie tyle samo co rok wcześniej, kiedy średnia stopa zwrotu wyniosła 8,8%. Jeśli jednak przy obliczeniach dotyczących minionego roku nie wzięli pod uwagę PC Guard, z którego kursem działy się podejrzane rzeczy, to przeciętna zmiana na debiucie wyniosła 5,8%. Około jednej czwartej firm nie przyniosło zysków.

Dość wyraźną różnicą w porównaniu z sytuacją z 2004 r. było zachowanie kursów nowych spółek po debiucie. W minionym roku po miesiącu rosły w odniesieniu do ceny z zamknięcia pierwszej sesji giełdowej przeciętnie o 3%, a bez uwzględnienia PC Guard o 0,1%, podczas gdy w 2004 r. średnia strata wynosiła 4,6%. W 2004 r. aż 60% firm miało po miesiącu niższą cenę niż na debiucie. W ubiegłym roku ten odsetek spadł do 43%. Trudno to wiązać z koniunkturą na giełdzie, gdyż zarówno w 2004 r., jak i 2005 r. była znakomita. Można nawet powiedzieć, że dla grona małych i średnich firm (a takie głównie sprzedają akcje na rynku) 2004 r. był bardziej łaskawy. Dlatego wydaje się, że lepsze notowania po debiucie były wynikiem ostrzejszej selekcji firm przez inwestorów, którzy nauczeni wcześniejszymi doświadczeniami nie chcieli przepłacać za akcje. Równocześnie w centrum uwagi pozostawały przez większość czasu głównie duże firmy, co w przypadku mniejszych podmiotów stwarzało naturalną presję na ceny papierów w ofertach.

Reklama
Reklama

Wyceny słabym

punktem odniesienia

Dobrym prognostykiem przed debiutem na giełdzie jest ustalenie się ceny emisyjnej na maksymalnym poziomie z ustalonych wcześniej widełek. W okresie od grudnia 2003 r. jedynie dwie firmy (10%), które sprzedały akcje po takiej cenie na zakończenie pierw-szej sesji giełdowej, przyniosły straty. Ta grupa przedsiębiorstw dała zarobić przeciętnie 14,3%, czyli blisko 3 razy więcej niż spółki, które zmuszone były zaakceptować cenę niższą od górnej granicy ustalonego przedziału. W tym drugim gronie aż jedna czwarta na debiucie przyniosła stratę.

Takie zachowanie jest zrozumiałe. Cena emisyjna jest pochodną popytu na akcje. Jeśli jest on duży, wynosi ją do maksymalnego poziomu, a zapisom towarzyszą redukcje. Środki, za które nie udało się kupić walorów w ofercie publicznej, często potem trafiają na rynek wtórny sprzyjając ustaleniu podczas pierwszych notowań wyższego kursu.

Ograniczoną przydatnością przy ocenie akcji wchodzących na giełdę firm charakteryzują się wyceny oferujących je biur maklerskich. Zdecydowana większość przedsiębiorstw sprzedaje papiery po cenie wyraźnie niższej od wartości określonej przez specjalistów. Z jednej strony, budzi to zastrzeżenia co do rzetelności analiz, które jakoby miały zachęcać do kupna. Z drugiej, taka sytuacja jest zrozumiała, gdyż nowa spółka, która nie ma jeszcze na giełdzie żadnej historii, jest mało znana inwestorom, powinna zaoferować dyskonto wobec fundamentalnej wyceny. Okazuje się, że w mniej więcej dwóch trzecich przypadków kursom firm udaje się przekroczyć wycenę towarzyszącą emisji na rynku pierwotnym.

Sugerując się wyceną oferującego akcje, musimy pamiętać, że w odniesieniu do nowych spółek prawidłowa weryfikacja przedstawianych przez ich władze planów oraz informacji dotyczących przyszłej działalności i wyników jest szczególnie trudna. W przeciwieństwie do już notowanych przedsiębiorstw analitycy w krótkim czasie muszą poznać specyfikę funkcjonowania często niszowych firm z segmentów gospodarki, które jeszcze nie są reprezentowane na giełdowym parkiecie. Wyceny często uwzględniają sukces emisji, a w rzeczywistości nie wszystkie akcje udaje się sprzedać. Jednocześnie również na rynku wtórnym sytuacje, gdy wartość rynkowa firmy jest bardzo zbliżona do teoretycznej wyceny (opartej z założenia na modelach zawierających pewne uproszczenia), są raczej rzadkością i do tego utrzymują się jedynie przez krótki czas.

Reklama
Reklama

6118 zł tyle przy występujących redukcjach zleceń można było zarobić w 2005 roku zapisując się w każdej ofercie publicznej na akcje za 10 tys. złotych

8,4% tyle można było średnio zarobić na debiucie spółki na giełdzie w 2005 roku.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama