W tym roku na warszawskiej giełdzie może pojawić się przynajmniej kilkanaście nowych firm. Historia pokazuje, że systematyczne inwestowanie na rynku pierwotnym może przynosić pokaźne zyski. Ostatnie dziesięć debiutów pozwoliło pierwszego dnia zarobić ponad 60% bez uwzględnienia zapłaconych prowizji, natomiast biorąc pod uwagę redukcje zapisów.
Ten bardzo dobry wynik to w połowie zasługa 100-proc. wzrostu papierów PC Guard podczas pierwszej sesji giełdowej. Nawet nie licząc tego przypadku stopa zwrotu wygląda zachęcająco. Jednocześnie taka strategia cechuje się dość ograniczonym ryzykiem. Licząc od grudnia 2003 r. najdłuższa seria debiutów poniżej ceny emisyjnej wyniosła jedynie 2 przypadki. Było to w połowie 2004 r., kiedy na giełdzie pojawiały się Artman i Mediatel (wtedy SM-Media). Przeznaczając w obu ofertach po 10 tys. zł na zapis na akcje i uwzględniając niewielką redukcję na Mediatelu stracilibyśmy łącznie ponad 2,3 tys. zł. Jednocześnie gdybyśmy w każdej ofercie z 2005 r. złożyli zapis na 10 tys. zł, to biorąc pod uwagę notowane redukcje zapisów zarobilibyśmy 6118 zł (nie licząc prowizji), z czego 3400 zł przypadło na PC Guard. Natomiast w 2004 r. taka sama strategia przyniosłaby 5879 zł.
Trudny pierwszy rok
W ubiegłym roku na akcjach debiutantów już na pierwszej sesji można było zarobić przeciętnie 8,4%, biorąc pod uwagę kursy z zamknięcia praw do akcji lub akcji. To prawie dokładnie tyle samo co rok wcześniej, kiedy średnia stopa zwrotu wyniosła 8,8%. Jeśli jednak przy obliczeniach dotyczących minionego roku nie wzięli pod uwagę PC Guard, z którego kursem działy się podejrzane rzeczy, to przeciętna zmiana na debiucie wyniosła 5,8%. Około jednej czwartej firm nie przyniosło zysków.
Dość wyraźną różnicą w porównaniu z sytuacją z 2004 r. było zachowanie kursów nowych spółek po debiucie. W minionym roku po miesiącu rosły w odniesieniu do ceny z zamknięcia pierwszej sesji giełdowej przeciętnie o 3%, a bez uwzględnienia PC Guard o 0,1%, podczas gdy w 2004 r. średnia strata wynosiła 4,6%. W 2004 r. aż 60% firm miało po miesiącu niższą cenę niż na debiucie. W ubiegłym roku ten odsetek spadł do 43%. Trudno to wiązać z koniunkturą na giełdzie, gdyż zarówno w 2004 r., jak i 2005 r. była znakomita. Można nawet powiedzieć, że dla grona małych i średnich firm (a takie głównie sprzedają akcje na rynku) 2004 r. był bardziej łaskawy. Dlatego wydaje się, że lepsze notowania po debiucie były wynikiem ostrzejszej selekcji firm przez inwestorów, którzy nauczeni wcześniejszymi doświadczeniami nie chcieli przepłacać za akcje. Równocześnie w centrum uwagi pozostawały przez większość czasu głównie duże firmy, co w przypadku mniejszych podmiotów stwarzało naturalną presję na ceny papierów w ofertach.