Od poniedziałku przez cały tydzień kontrakty i indeks poruszały się w dosyć wąskim przedziale, budując poziomą półkę cenową. Aktywność inwestorów była w tym czasie dosyć niska. Niewiele zatem było potrzeba gotówki, by doszło do wybicia, jakie nastąpiło w drugiej części piątkowej sesji. Co ciekawe, piątkowy obrót dla spółek z WIG20 przy wybiciu był nawet mniejszy (648 mln zł) od czwartkowego (882 mln zł). Indeks znalazł się zaledwie 12 pkt poniżej historycznego rekordu z 25 stycznia br.
Sytuacja ta jest dosyć trudna do skomentowania. Niska aktywność świadczy z jednej strony o braku podaży na aktualnych poziomach, a z drugiej strony może oznaczać sztucznie wywołaną pułapkę związaną z wybiciem. Wykres nie wskazuje bynajmniej na wyraźny trend wzrostowy, jego poszarpany kształt nie pozwala na wykreślenie żadnej linii trendu.
Za ostatnimi wzrostami stoją głównie banki, które opublikowały niedawno dobre lub bardzo dobre wyniki kwartalne. Ze strony naszej waluty nie dobiegały w tym tygodniu niepokojące wieści. Złotemu nie zaszkodziła w piątek nawet wypowiedź unijnego komisarza ds. polityki gospodarczej i monetarnej Joaquina Almunii, który wyraził niepokój o kształt polityki gospodarczej w Polsce, jak również czynniki polityczne, które nie prowadzą do obniżenia deficytu budżetowego do stopnia pozwalającego na wejście do strefy euro. Waluta nie zareagowała, co nie znaczy, że do tego już nie dojdzie - rynek ten cechowała niska aktywność przez cały dzień.
Charakterystyczne jest to, że ostatnie wzrosty są dosyć wybiórcze. Na szerokim rynku nie widać właściwie hossy, choć przecież WIG20 znajduje się przy szczycie. Rynek nie jest zatem już silnie popytowy, jak miesiąc temu, kiedy rosło właściwie wszystko.