Muszę przyznać, że zawsze gdy widzę znak "Roboty drogowe", wyobraźnia podsuwa mi obraz grupki R2D2 czy innych Mikrobich, żwawo konserwujących nawierzchnię drogi. Wyobrażenie to nie odbiega znacząco od rzeczywistości, jako że wymieniony wyżej napis częstokroć poprzedza widok pustych maszyn, smętnie czekających na zainteresowanie ze strony kolorowo ubranych (lecz wyglądających na mocno zrezygnowanych) homo sapiens. Wspominam o tym nie bez powodu. Trwająca właśnie zima wniosła bowiem nową jakość do robót drogowych. Gdy aura pozwala, aktywność wzmiankowanych wcześniej panów okazyjnie nabiera tempa, osiągając jednocześnie szczyty donkiszoterii: pojawiające się w okresie odwilży asfaltowe kratery łatane są chyba tylko po to, by mogły pojawić się znowu po kolejnym ataku zimy.
I właśnie ta ostatnia, pełna fatalistycznej tymczasowości strategia stanowi mocne nawiązanie do naszych ekonomicznych trendów. A konkretnie: przez większą część swego wolnorynkowego istnienia nasza krajowa polityka gospodarcza wydaje się opierać na podobnej zasadzie, jak zimowa aktywność drogowców. Trochę załatać i byle do wiosny. Żyjemy sobie od budżetu do budżetu i możemy się tylko domyślać, co wydarzy się za rok, dwa czy trzy. Tymczasem brak spójnej i wiarygodnej średnioterminowej strategii ma istotne znaczenie dla kształtu procesów gospodarczych. Choćby dlatego, że dla przeciętnego przedsiębiorcy podjęcie decyzji inwestycyjnej, skutkującej powstaniem znacznych średnio- lub długoterminowych zobowiązań jest, w świetle wyżej wymienionej niepewności, oględnie rzecz ujmując - dość ryzykowne. Bo i obszar naszej niewiedzy w tym zakresie jest wręcz monstrualny. Nie wiadomo, jak zmieni się sam system podatkowy (na przykład czy będzie próba wprowadzenia podatku obrotowego). Nie wiadomo, jak zmienią się koszty pracy (choćby związane z propozycją ubezpieczenia od bezrobocia). Nie wiadomo, kiedy możemy wejść do strefy euro. Nie wiadomo... Nie wiadomo... I choćby stopy procentowe były dużo niższe niż teraz, to zaciągnięte kredyty trzeba będzie spłacać. A czynniki w znacznej mierze determinujące przyszłą wypłacalność (i płynność) kredytobiorcy są - delikatnie mówiąc - owiane mgiełką tajemnicy. A pomyślmy, jak byłoby miło, gdybyśmy wiedzieli choćby to jakie podatki będziemy płacić nie tylko w tym roku, ale i w latach następnych.
W sumie, przez te kilkanaście lat już się chyba przyzwyczailiśmy, że polityka gospodarcza jest po to, by zaskakiwać. I dobrze, że się przyzwyczailiśmy, bo patrząc na obecne wydarzenia można skonstatować, iż taki stan niepewności pewnie szybko nie zniknie. Tak jak nie znikną drogowi Don Kichoci bez entuzjazmu łatający wciąż te same dziury.
Starszy ekonomista Société Générale