Zmiany w ustawie o NBP znalazły się w tzw. pakcie stabilizacyjnym - umowie zawartej przez PiS z LPR i Samoobroną. Kilka dni temu marszałek Sejmu Marek Jurek ogłosił, że po zmianach projekt Samoobrony (z grudnia ub.r.) może trafić pod obrady. Co partia Andrzeja Leppera zmieniła w projekcie?

Zrezygnowano z zapisu, by NBP dbał o wartość polskiego pieniądza poprzez wspieranie polityki gospodarczej rządu. W nowej wersji celem działalności NBP jest równoczesne utrzymanie stabilnego poziomu cen, rozwoju gospodarczego i wzrostu zatrudnienia.

Sposób, w jaki sformułowano cel, ma konsekwencje dla prezesa banku centralnego. Samoobrona zrezygnowała co prawda z propozycji, by prezesa można było odwołać przed końcem kadencji, w sytuacji gdyby Sejm nie przyjął sprawozdania z realizacji założeń polityki pieniężnej. Chciałaby jednak dać posłom taką możliwość, gdyby prezes "dopuścił się poważnego uchybienia swoim obowiązkom, wynikającym z ustawy".

NBP zaprotestował przeciwko proponowanej zmianie. Opinię o niezgodności projektu z prawem europejskim wydało sejmowe biuro studiów i ekspertyz. Sprawę ma zbadać teraz sejmowa Komisja Ustawodawcza. Jeśli jej opinia będzie negatywna, marszałek Jurek może ponownie zwrócić się do Samoobrony o poprawienie projektu.

Samoobrona wycofała się z zapisu, który odbierałby bankowi centralnemu możliwość prowadzenia operacji otwartego rynku. Nie chce już także, by tzw. rezerwa rewaluacyjna mogła być wykorzystywana na inne cele niż pokrycie ryzyka zmian kursowych. Za użyciem rezerwy Samoobrona opowiadała się od kilku lat. Od tego czasu wartość rezerwy znacząco się jednak skurczyła - z ponad 30 mld zł, do ok. 4 mld zł pod koniec zeszłego roku.