Reklama

Dziennikarze przewidują trendy w gospodarce

Czy na podstawie częstotliwości ukazywania się w gazetach tekstów z określonymi słowami można wnioskować, jakie będą tendencje w gospodarce? Jak się okazuje, w niektórych wypadkach gazety zupełnie dobrze sprawdzają się w tej roli.

Publikacja: 04.03.2006 07:48

Przewidywanie sytuacji w gospodarce na podstawie tego, jak często w gazetach ukazują się teksty z określonymi słowami, nie jest naszym wymysłem. Co pewien czas robi tak brytyjski "The Economist". Jego przewidywania dotyczą tempa wzrostu gospodarczego. "Indeksem wyprzedzającym" jest częstotliwość zamieszczania w gazetach słowa "recesja". Okazuje się, że przeniesienie tego modelu na polski grunt również daje całkiem dobre efekty.

10 lat historii

Braliśmy pod uwagę teksty ukazujące się w "Rzeczpospolitej" i "Gazecie Wyborczej". Uwzględnialiśmy nie tylko artykuły na stronach gospodarczych, ale też w każdym innym miejscu gazety. Dziennikarze zajmujący się polityką, sprawami społecznymi albo kulturą są skłonni częściej posługiwać się słowem recesja albo boom w odpowiedniej fazie cyklu koniunkturalnego, nawet jeśli zaprzeczają, że na co dzień mają do czynienia z gospodarką. O problemach związanych z bezrobociem pisze się częściej wówczas, gdy jest ono wysokie albo rośnie niż wtedy, gdy się zmniejsza.

Dobrą stroną tych dwóch dzienników jest również stosunkowo łatwe wyszukiwanie tekstów w archiwum i możliwość sięgnięcia w dość daleką przeszłość. Wzięliśmy pod uwagę teksty, jakie ukazywały się od początku 1996 r. Jak się okazało, w sumie "zindeksowaliśmy" ponad 90 tys. artykułów. Taka próba pozwala ocenić, czy częstotliwość ukazywania się tekstów z określonym słowem pozwala z wyprzedzeniem ocenić tendencje w gospodarce.

Bez obaw,

Reklama
Reklama

że będzie recesja

Najlepszą "wartość prognostyczną" ma najwyraźniej słowo recesja. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że tekstów na jej temat przybywa jeszcze wtedy, gdy wydaje się, że problemów ze wzrostem gospodarczym jeszcze nie ma. Wręcz przeciwnie.

W ostatnich dziesięciu latach trzykrotnie mieliśmy do czynienia z gwałtownym spowolnieniem tempa wzrostu gospodarczego. Pierwszy taki wypadek to skutek tzw. kryzysu rosyjskiego z lata 1998 r. Na początku 1999 r. wzrost PKB obniżył się do zaledwie 2,2%. Tymczasem wysyp tekstów o recesji mieliśmy niedługo po tym, jak pojawiła się przyczyna spowolnienia. Od pierwszych miesięcy 1999 r. takich artykułów było już coraz mniej. Warto przy tym pamiętać, że dane o PKB w I kw. 1999 r. - jak zawsze w przypadku informacji o rachunkach narodowych - zostały opublikowane z dużym opóźnieniem. Niskie tempo wzrostu na początku 1999 r., a potem poprawy można było przewidywać z pewnym wyprzedzeniem, ale potwierdzenie, że w gospodarce nastąpiło "odbicie", przyszło dopiero późną wiosną i latem. Uważni czytelnicy gazet informację o ożywieniu mieli dużo wcześniej. Wystarczyło zdać sobie sprawę z tego, że dziennikarze coraz rzadziej piszą o recesji.

Nasz indeks podobnie zachowywał się wówczas, gdy polska gospodarka faktycznie otarła się o recesję na przełomie lat 2001 i 2002. Gdy wzrost PKB był najwolniejszy, gazety straciły zainteresowanie słowem "recesja" i można to było potraktować jako zapowiedź przyspieszenia PKB.

Wolniej po boomie

Ciekawy jest trzeci przypadek - spowolnienia po boomie, który nastąpił w związku z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Według oficjalnych danych, było ono tak samo poważne, jak to z czasów kryzysu rosyjskiego. Dla dziennikarzy jednak właściwie nie zaistniało. Wniosek? To załamanie było czysto statystyczne.

Reklama
Reklama

Bezrobocie w górę,

inflacja w dół?

Drugi wskaźnik, o którym często się pisze, to bezrobocie. Przewidywanie stopy bezrobocia na podstawie artykułów prasowych ma jednak niewielkie znaczenie. Dlaczego? W tym wypadku oficjalne dane są publikowane bardzo szybko. Znamy je już po kilku tygodniach, a nawet dniach po zakończeniu okresu, którego dotyczą.

Liczba tekstów na temat bezrobocia malała do połowy 1998 r. (ze względu na duże wahania posługujemy się w tym wypadku 12-miesięczną średnią ruchomą), by przez kolejny rok rosnąć. Potwierdzały to oficjalne dane - spadek bezrobocia rzeczywiście zahamował, a wkrótce osób bez pracy zaczęło przybywać. Później poszły w górę zarówno nasz indeks bezrobocia stworzony na podstawie artykułów gazetowych, jak i oficjalny wskaźnik (jego skok w górę na początku 2001 r. to efekt późniejszego przeszacowania przez GUS liczby pracujących w gospodarce).

Gdy sytuacja na rynku pracy zaczęła się poprawiać, nasz indeks stracił nieco wartość prognostyczną, bo nie zauważył spadku bezrobocia w 2003 r. Dopiero po pewnym czasie dowiemy się, jak ocenić to, że w ostatnich miesiącach gazety znów zaczęły częściej pisać o bezrobociu - chociaż z oficjalnych danych wynika, że o pracę jest coraz łatwiej.

Na podstawie liczby tekstów o inflacji raczej nie można powiedzieć, że ceny będą szły w górę albo w dół. Częstotliwość artykułów zawierających słowo inflacja była oczywiście o wiele większa wtedy, gdy wzrost cen był dwucyfrowy. Teraz jest takich tekstów znacznie mniej. Ich liczba zmniejsza się jednak albo (jak było przed dwoma laty) rośnie w najlepszym wypadku równocześnie ze wzrostem bądź spadkiem oficjalnego wskaźnika inflacji.

Reklama
Reklama

Liczba tekstów na temat inflacji może natomiast posłużyć jako swego rodzaju miernik wagi tego problemu w danym momencie. Z tej perspektywy ciekawe są dwa ostatnie lata. Zainteresowanie inflacją w gazetach było rekordowo niskie w drugiej połowie 2003 r. i na początku 2004 r. (i rzeczywiście - wzrost cen był wówczas niewielki). Gdy po wejściu Polski do UE inflacja nieco wzrosła, dostrzegli to również dziennikarze i zaczęli pisać o niej nieco częściej. Do połowy 2005 r. to zainteresowanie zgasło. Jednak w ostatnich miesiącach inflacja w Polsce nadal malała, a tekstów na jej temat pojawiało się nieco więcej.

Jak często

hossa i bessa?

Czy w podobny sposób można ocenić, jaka będzie giełdowa koniunktura? Sprawdziliśmy, jak często w dwóch dziennikach pojawiają się słowa hossa i bessa. Jak można się było spodziewać, liczba tekstów o hossie i bessie nie jest przypadkowa. Różnica między częstotliwością obu słów zachowuje się podobnie do zmian rocznej dynamiki indeksu WIG20. Problem w tym, że ten ostatni wskaźnik pokazuje, co stało się na giełdzie przez ostatni rok, a nie - co stanie się w takiej perspektywie.

Jedyną wskazówką, jaką wydaje się dawać indeks tekstów ze słowami hossa i bessa, jest to, że gdy spada bardzo nisko albo rośnie wyjątkowo wysoko - po WIG20 można się spodziewać zmiany tendencji.

Reklama
Reklama

W styczniu br. różnica między liczbą tekstów ze słowem hossa i artykułów o bessie była najwyższa przynajmniej od 10 lat. W lutym alarm został jednak odwołany - publikacje w gazetach były dużo bardziej zrównoważone.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama