Przewidywanie sytuacji w gospodarce na podstawie tego, jak często w gazetach ukazują się teksty z określonymi słowami, nie jest naszym wymysłem. Co pewien czas robi tak brytyjski "The Economist". Jego przewidywania dotyczą tempa wzrostu gospodarczego. "Indeksem wyprzedzającym" jest częstotliwość zamieszczania w gazetach słowa "recesja". Okazuje się, że przeniesienie tego modelu na polski grunt również daje całkiem dobre efekty.
10 lat historii
Braliśmy pod uwagę teksty ukazujące się w "Rzeczpospolitej" i "Gazecie Wyborczej". Uwzględnialiśmy nie tylko artykuły na stronach gospodarczych, ale też w każdym innym miejscu gazety. Dziennikarze zajmujący się polityką, sprawami społecznymi albo kulturą są skłonni częściej posługiwać się słowem recesja albo boom w odpowiedniej fazie cyklu koniunkturalnego, nawet jeśli zaprzeczają, że na co dzień mają do czynienia z gospodarką. O problemach związanych z bezrobociem pisze się częściej wówczas, gdy jest ono wysokie albo rośnie niż wtedy, gdy się zmniejsza.
Dobrą stroną tych dwóch dzienników jest również stosunkowo łatwe wyszukiwanie tekstów w archiwum i możliwość sięgnięcia w dość daleką przeszłość. Wzięliśmy pod uwagę teksty, jakie ukazywały się od początku 1996 r. Jak się okazało, w sumie "zindeksowaliśmy" ponad 90 tys. artykułów. Taka próba pozwala ocenić, czy częstotliwość ukazywania się tekstów z określonym słowem pozwala z wyprzedzeniem ocenić tendencje w gospodarce.
Bez obaw,