Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że drugi dzień posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej jest dla uczestników rynków finansowych niezmiernie istotny. Od południa wszyscy z wypiekami na twarzy wpatrują się w monitory, dopóki nie zobaczą sakramentalnego zdania: "Komunikat RPP o godz. X".
Aby umilić oczekiwanie na ten moment, niektórzy uczestnicy rynku przyjmują zakłady. Oczywiście, zakłady na rynkach finansowych są niejako obowiązkiem z racji wykonywanej pracy - czy ceny obligacji spadną, czy wzrosną po decyzji, jaki będzie jej wpływ na kurs złotego, jak zareaguje giełda itd. Jednak oprócz zakładów dotyczących notowań można zakładać się również na przykład o godzinę ogłoszenia decyzji przez Radę. Jest to swego rodzaju zabawa, która w pewnym stopniu odstresowuje. Przyznam, że pamiętając doświadczenia styczniowe, byłem przeświadczony, że decyzja w ostatni wtorek nie zapadnie zbyt szybko. Dlatego mogłem udać się spokojnie na popołudniową przerwę obiadową.
Sytuacja przestała być jednak zabawna, gdy o godzinie 14.42 bank centralny opublikował komunikat, mówiący, że posiedzenie jeszcze trwa i konferencja może być opóźniona. O ile pierwsza część tego komunikatu była oczywista, bo skoro nie ma decyzji, to posiedzenie trwa, o tyle druga oznaczała, że każdy odważny, kto postawił na ogłoszenie rozstrzygnięcia po piętnastej, zgarnął w zakładach całą pulę. Niestety, oznaczało to również, że bank centralny nieoczekiwanie łamie pewną konwencję. Pomijając już, że najlepszym sposobem na zdyscyplinowanie dyskusji w Radzie byłoby po prostu przyjęcie powszechnie obowiązującej na świecie zasady, że decyzje banku centralnego ogłaszane są zawsze o tej samej godzinie.
Żartując, można wręcz powiedzieć, że zaistniała obawa, że decyzja była tak trudna do podjęcia, że członkowie Rady będą musieli się z nią przespać i podadzą ją do wiadomości dopiero w środę. Przecież mogliby to uzasadnić tym, że prawie zawsze decyzja odnośnie do stóp procentowych jest ujawniana w środę, więc byłoby to trzymanie się pewnych standardów. Być może nawet zastanawiano się, czy jednak 2006 rok nie jest przestępny, dzięki czemu decyzja ogłoszona w środę, miałaby miejsce jeszcze w lutym. Nawiasem mówiąc, praktyka NBP okazała się zaraźliwa, bo mniej więcej w tym samym czasie GUS przesunął publikację danych o PKB za IV kw. ze środy na czwartek, a dodatkowo dzień później z przyczyn technicznych Ministerstwo Finansów opóźniło podanie wyników środowej aukcji.
Na szczęście, bankierzy centralni zdają sobie sprawę, że takie sytuacje nie powinny się zdarzać, ponieważ prezes NBP Leszek Balcerowicz podczas konferencji prasowej (opóźnionej, a jakże) przeprosił, uzasadniając zaistniałą sytuację intensywnością dyskusji w trakcie posiedzenia i obiecał, że był to wyjątkowy przypadek. Mam nadzieję. Przecież członkowie Rady mieli dostatecznie dużo czasu na analizę danych ekonomicznych, czy to podczas roboczych spotkań, czy we własnym zakresie, tym bardziej że termin spotkania lutowego został 13 lutego zmieniony, gdyż pierwotnie miało się ono odbyć tydzień wcześniej. Moim zdaniem, jeśli ktoś nie zdołał przekonać do swojej racji drugiej strony podczas i tak długiej dyskusji (trwającej już zapewne kilka miesięcy, jak pokazują wcześniejsze wyniki głosowań), to nie powinien zakładać, że jej wydłużenie o kilka godzin zmieni sytuację. Widać to było zresztą na konferencji prasowej.