- W przypadku przegranej elektrownie musiałyby zwrócić pomoc publiczną, jaką otrzymały w ramach realizacji kontraktów długoterminowych - uważa Jarosław Wajer z Ernst & Young. Resort gospodarki szacuje, że chodzi o kwotę prawie 3,5 mld zł rocznie, licząc od momentu akcesji Polski do UE, czyli - jak do tej pory - prawie 7 mld zł. Beneficjentami pomocy publicznej w postaci KDT jest 14 elektrowni i elektrociepłowni. - Przed elektrowniami, będącymi spółkami Skarbu Państwa, stanąłby dylemat: płacić czy skarżyć właściciela - dodaje J. Wajer.

Jeśli spółki nie miałyby środków na zwrot pomocy publicznej, groziłoby im bankructwo. Firma w upadłości można zaś tanio kupić. Teoretycznie elektrownie kontrolowane przez Skarb Państwa mogłyby dochodzić przed sądem roszczeń wobec właściciela, ale to tylko hipotetyczna możliwość.

Takich skrupułów na pewno nie mieliby inwestorzy zagraniczni, którzy kontrolują spółki będące w ok. 3% beneficjentami całej pomocy w ramach KDT. - Bez wątpienia zażądaliby od państwa polskiego pełnego zwrotu kwot, które musieliby oddać jako nienależną pomoc publiczną. Nie do podważenia byłby argument, że Skarb Państwa nie wywiązał się z umów prywatyzacyjnych - mówi Wajer. Nie

chciał jednak oszacować prawdopodobieństwa spełnienia się takiego czarnego scenariusza.

2 marca br. Komisja Europejska poinformowała oficjalnie o wszczęciu dochodzenia w sprawie kontraktów długoterminowych w polskim sektorze energetycznym. Uznała, że dotychczasowe wyjaśnienia na temat KDT, otrzymywane od polskiego rządu, są niewystarczające.