Przebieg sesji nie wyróżniał się na tle ostatnich tygodni. Dalej nie ma żadnego dużego kapitału wskazującego na przebudzenie zagranicznych funduszy. Przynajmniej nie na rynku akcji. W takie dni kursami często rządzi przypadek lub koszykowe zlecenia. Wczoraj dominowało raczej to pierwsze. Potwierdzeniem tego był poranny spadek i popołudniowe wybicie

z kilkugodzinnej konsolidacji. W obu przypadkach zdecydowanie wyróżnialiśmy się na tle zarówno europejskich parkietów, jak i niemal wszystkich rynków regionu. Z rana byliśmy jedyną giełdą na minusach (co nie pozwoliło na głębsze osuwanie), a z kolei po południu do góry ruszyliśmy dokładnie w momencie, gdy złoty pokonał dołki z końcówki zeszłego tygodnia, a wszystkie rynki regionu zeszły pod wczorajsze zamknięcie. I tym razem ruch indeksu wbrew rynkowemu otoczeniu nie okazał się trwały.

Wciąż dość trudno przy takich mało racjonalnych reakcjach oceniać rynek z sesji na sesję. Siły są teraz wyrównane, a niska płynność umożliwia przypadkowe rzucanie indeksem raz w jedną, raz w drugą stronę. Pozostaje biernie się temu przyglądać, czekając na jakiś mocniejszy impuls. Dać go mogą najprędzej politycy destrukcyjnie wpływający na kurs złotego, analiza techniczna (wybicie poza ostatnie ekstrema przy zwiększonych obrotach), zaskakujący wynik środowego posiedzenia OPEC, gwałtownie zmieniający sytuację na rynku surowców, zamieszanie wokół środowego posiedzenia Komisji Nadzoru Bankowego czy w końcu dopiero piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy.

W odniesieniu do decyzji KNB warto zwrócić uwagę, że w 7-osobowym składzie są 3 osoby związane z PiS (czytaj - głuche na merytoryczne argumenty) i dwójka nie mająca jasnego stanowiska w sprawie fuzji banków. Na dziś to nie jest dobry układ dla UniCredito.