Światowe rynki utrzymują się tuż poniżej kilkuletnich lub nawet historycznych maksimów. S&P 500 zmaga się z granicą 1300 pkt i choć od dwóch tygodni nie może jej przekroczyć, to jednak spadek wartości jest niewielki. Blisko wierzchołka ostatniej fali wzrostowej pozostają także inne amerykańskie indeksy, obrazujące koniunkturę na szerokim rynku - Wilshire 5000 czy Russell 2000. Tutaj zagrożenia dla mało dynamicznej, ale jednak hossy, nie widać. Pewne ostrzeżenia można natomiast odczytać z wykresów Nasdaq Composite i Nasdaq 100. Na wykresie tego ostatniego indeksu od początku grudnia budowana jest formacja głowy i ramion, z linią szyi na 1645 pkt. Na początku poniedziałkowej sesji wskaźnik znalazł się na 1684 pkt. Wybicie dołem z formacji mogłoby zostać przez inwestorów odebrane jako potwierdzenie ostrzeżenia płynącego z odwróconej amerykańskiej krzywej dochodowości, przed wyraźnym spowolnieniem tempa wzrostu gospodarczego. Na marginesie - to kolejna głowa z ramionami, która powstaje na wykresie ważnego indeksu. Analogiczną formację, bardzo podobnej wielkości, buduje japoński Nikkei. Wczoraj wskaźnik wzrósł do 15 901,2 pkt, dzięki czemu oddalił się od przebiegającej na 15 500 pkt linii szyi.

W Europie trwają lokalne korekty po zeszłotygodniowych rekordach. Wyjątek stanowi FT-SE 100, który po raz pierwszy od czerwca 2001 roku przekroczył 5,9 tys. pkt. Z punktu widzenia krajowego rynku akcji ważniejsze jednak wydaje się zachowanie niemieckiego DAX. Ten natomiast nie ma za bardzo siły, żeby podnieść się po kilkudniowej przecenie. Dopóki jednak wydarzenia rozgrywają się ponad poziomem 5,6 tys. punktów, można mówić, że mamy do czynienia tylko z lokalną korektą. Dopiero spadek poniżej tej wartości będzie sygnałem zmiany trendu średnioterminowego na spadkowy.

Więcej uwagi niż niemieckie akcje przyciągają chyba w tej chwili niemieckie obligacje. Ich rentowność osiągnęła w piątek 3,6% i była to najwyższa wartość od 1 kwietnia zeszłego roku.