Wtorkowa sesja zakończyła się umiarkowanym spadkiem indeksu największych spółek. Zniżkę nazywam "umiarkowaną", bo na koniec dnia miała ona wartość niewiele przekraczającą 2%, gdy w porze południowej sięgała prawie 4%.

Wydawało się, że końcówka notowań pozwoli na zamknięcie dnia na poziomie prawie dokładnie odpowiadającym wartości średniej kroczącej z 45 sesji, ale jednak tuż poniżej szybszej 15-dniowej średniej. Fixing sprowadził WIG20 jednak nieco niżej. Tym samym można odnieść wrażenie, że rynkowi coraz trudniej utrzymać wartości ponad średnimi, co w mojej ocenie jest sygnałem odwracania się trendu wzrostowego. Należy jednak zauważyć, że obie wymienione średnie (a szczególnie

45-dniowa) rosną nadal w dosyć szybkim tempie, co dodatkowo utrudnia ich obronę. W najlepszym przypadku przełamanie średnich spowoduje w średnim terminie kontynuację trendu bocznego.

Co ciekawe, najgorszy dla posiadaczy akcji scenariusz też nie jest aż tak zły, bo ewentualny spadek ograniczony jest silnie rosnącą średnia ze 100 sesji, która raczej na pewno nie zostanie przełamana w pierwszej próbie. Inna sprawa, że zniżka poniżej poziomu 2754 pkt. sprawi, że widmo powstania na wykresie formacji podwójnego szczytu stanie się jak najbardziej realne. Wówczas trend średnioterminowy z bocznego mógłby zamienić się w spadkowy z teoretycznym zasięgiem ruchu do poziomu 2530 pkt. W praktyce spodziewałbym się zakończenia spadków przynajmniej 40 pkt wyżej.

Na miejscu posiadaczy akcji redukowałbym pozycje po przełamaniu linii szyi formacji podwójnego szczytu i zastanawiał się nad ich dalszym zmniejszeniem po przełamaniu długoterminowej średniej (z uwzględnieniem faktu, że do ewentualnego dalszego spadku pozostanie raptem kilkadziesiąt punktów). Jeśli chodzi o zakupy, to nawet gdyby rynek zebrał się na kolejny impuls wzrostowy, to nie sądzę, by był w stanie wzrosnąć bardziej niż do 3050 pkt. Tym samym i potencjał zwyżki (liczony szczególnie od ostatniego wierzchołka) jest dosyć ograniczony (szczególnie w stosunku do ryzyka).