Ubiegłoroczna sprzedaż Polmosu Białystok pokazała, że na prywatyzacji można rzeczywiście zarobić. Walczące o jego przejęcie spółki Sobieski, CEDC i Polmos Lublin znacznie przebiły początkową cenę, za jaką Skarb Państwa był gotów pozbyć się swoich udziałów. Jednak białostocki zakład był diamentem pośród innych spółek branży spirytusowej, do tej pory pozostających w państwowych rękach. Poza tym przy okazji prywatyzacji Białegostoku dokonano zarazem podziału rynku mocnych alkoholi w Polsce. Cena, za jaką kupiono ponad 60% akcji producenta Żubrówki i Absolwenta, była też ceną za 20% udziału w tym rynku i dodatkowo za potencjał, jaki tkwi w tych markach. Zdaniem Waldemara Rudnika, szefa Sobieski Dystrybucja i zarazem prezesa Krajowej Rady Przetwórstwa Spirytusowego, dla małych niesprywatyzowanych Polmosów byłoby lepiej, gdyby najpierw zdecydowano się sprzedać te firmy, a nie Białystok. - Teraz rynek jest podzielony i kilka procent pozostające w rękach państwa niekoniecznie musi znaleźć nabywców - dodaje. Zaznacza jednak, że jego firma uważnie przyjrzy się każdej prywatyzowanej spółce.
Jest doradca
A prywatyzacja w branży może ruszyć znowu, bo MSP właśnie rozstrzygnęło przetarg na doradcę prywatyzacyjnego. Będzie nim konsorcjum utworzone przez Beskidzki Dom Maklerski i Grupę Konsultingową Defin. Umowa zostanie podpisana do 11 marca. Konsorcjum ma przeprowadzić analizy i zaproponować strategie prywatyzacyjne Polmosów z Torunia, Konina, Józefowa i Bielska-Białej. Dla każdej firmy ma być przedstawiona osobna strategia. Jak poinformowano nas w MSP, możliwe są trzy tryby zmiany właścicielskiej: rokowania, przetarg publiczny lub oferta publiczna. - Elementarna logika nakazuje jak najszybszą prywatyzację pozostałych wytwórni wódek. Jest jakiś powód, dla którego dziś 90% rynku należy do prywatnych producentów - uważa W. Rudnik.
Ćwierć miliarda
z prywatyzacji?