Z punktu widzenia analizy technicznej piątkowa sesja jest niezwykle istotna. Stronie popytowej udało się bowiem obronić ważne wsparcie, jakie na wykresie WIG20 tworzy układ luki hossy z 4 stycznia br. (2749,46-2787,66 pkt), dołków z lutego br. oraz dziesięciomiesięcznej linia trendu wzrostowego (2750 pkt).
Wyraźne wybicie poniżej tej bariery popytowej oznaczałoby podwójny sygnał sprzedaży w postaci przełamanej linii hossy oraz utworzonej prospadkowej formacji podwójnego szczytu. Łącząc to z aktualnymi sygnałami sprzedaży na wskaźnikach, mogłoby to zaowocować silnymi spadkami. Przynajmniej do 2550 pkt, gdzie znajduje się najbliższa istotna bariera popytowa.
Wczorajsza obrona kluczowych poziomów wsparcia w połączeniu z wyrysowaną popytową świecą (młot), daje pewne nadzieje na poprawę koniunktury w przyszłym tygodniu. Żeby to jednak było możliwe, konieczne jest jej potwierdzenie przez biały korpus. Bez tego powrót ponad 2950 pkt będzie wątpliwy, a zagrożenie przełamaniem 2750 pkt wciąż realne.
Potwierdzenie piątkowej popytowej świecy, a w konsekwencji ruch do ostatnich szczytów (lub przynajmniej jego próba), to jednak wielki znak zapytania. Przeciwko temu scenariuszowi przemawia, wywołany rosnącą rentownością amerykańskich obligacji, odpływ kapitałów z emerging markets.
Na plus bykom trzeba natomiast zapisać fakt pozostawania wykresu ponad istotnymi wsparciami, możliwą poprawę koniunktury na rynku niemieckim, a przede wszystkim zaangażowanie funduszy inwestycyjnych. Trzeba pamiętać, że w lutym do tych ostatnich napłynęło aż 4,4 mld zł. Jeżeli fundusze dopuszczą obecnie do silnych spadków, to przestraszeni inwestorzy mogą masowo zacząć wypłacać środki. A to nie tylko dyskomfort dla zarządzających, ale również kolejny krok do załamania rynku.