Od października ubiegłego roku do stycznia bieżącego roku mieliśmy do czynienia z największą w historii falą wyprzedaży polskich akcji przez zagranicznych inwestorów portfelowych - wynika z danych NBP. W ciągu czterech miesięcy wycofali oni z warszawskiej giełdy 736 mln euro, czyli około 3 mld zł.
Jak dotąd nie udało się jeszcze pobić rekordu z 2002 r. Wtedy zagraniczni gracze pozbywali się polskich akcji nieprzerwanie przez sześć miesięcy (od czerwca do listopada). Skala wyprzedaży była jednak znacznie mniejsza - z naszego rynku odpłynęło wówczas 438 mln euro. Poza tym wtedy było to zachowanie "naturalne" - WIG20 mocno spadał, a jego wartość niewiele przekraczała 1000 punktów.
W końcu ubiegłego roku było inaczej - zagranica realizowała zyski, a WIG20 mocno zyskiwał na wartości. Akcje drożały wyłącznie za sprawą lokalnych graczy - instytucjonalnych, ale także indywidualnych.
Oficjalnych danych za luty i pierwszą połowę marca jeszcze nie ma. Przedstawiciele biur maklerskich, które obsługują zagranicznych graczy, przyznają, że wśród nich więcej jest tych, którzy sprzedają akcje, niż kupujących. To jednak nic dziwnego - w lutym wzrost głównych indeksów był niewielki, a w marcu mamy korektę na giełdzie.
Wycofywanie się zagranicznych inwestorów z polskiego rynku akcji nie miało wielkiego wpływu na notowania złotego. Z nawiązką zostało bowiem zrekompensowane przez napływ kapitału na rynek długu. Między październikiem ubiegłego roku a styczniem bieżącego roku zaangażowanie zagranicy w papiery dłużne (chodzi głównie o obligacje skarbowe) zwiększyło się o ponad miliard euro. Niemal 650 mln euro zagraniczni inwestorzy wydali na nie w styczniu bieżącego roku.