Posłowie Sejmu RP, oburzeni zachowaniem prezesa Balcerowicza i Komisji Nadzoru Bankowego, wytoczyli najcięższe działa. Chcą powołania komisji śledczej, która sprawdzi jak to nadzór bankowy pilnował procesu prywatyzacji polskich banków - i jak mógł dopuścić do tego, że większość instytucji sektora bankowego dostała się w ręce inwestorów zagranicznych.
Sam problem, czy banki powinno się było prywatyzować w taki sposób, aby jak największa część pozostała pod kontrolą kapitału krajowego, czy też nie, jest tematem dyskutowanym od lat, bez wyraźnych i jednoznacznych konkluzji. Zwolennicy aktywnej polityki państwa, skierowanej w stronę ograniczenia udziału zagranicy w sektorze bankowym zazwyczaj wskazują na kraje kontynentalnej Zachodniej Europy, z Niemcami i Francją na czele. Tam rzeczywiście rządy stają na głowie, aby to inwestorzy krajowi mieli decydujący wpływ na zarządzanie bankami. Przeciwnicy tej tezy wskazują jednak na przykład Wielkiej Brytanii, której rząd nie zaprząta sobie zanadto głowy tym problemem. A poza tym - uzasadniając słuszność przyjętej w przeszłości metody prywatyzacji - stwierdzają, że bez przeważającego udziału zagranicy polskich banków nie dałoby się skutecznie sprywatyzować, bo w kraju po prostu nie było kapitału.
Dyskusja na ten temat może jeszcze ciągnąć się latami. Posłowie mogą również - jako suwerenni wybrańcy Narodu - powoływać kolejne ciała badające ten problem. Wydaje się jednak, że powinni zadać sobie najpierw trud sprawdzenia, kogo właściwie można za to (ewentualnie) winić.
Otóż tak się składa, że zarówno prezes NBP, jak i nadzór bankowy nie mają nic wspólnego z realizacją strategii prywatyzacyjnej banków. Strategię tę wypracowywały i realizowały kolejne rządy (najpierw zajmowało się tym Ministerstwo Finansów, potem skarbu).
Zadaniem nadzoru bankowego nie jest natomiast realizacja najbardziej nawet szczytnych i patriotycznych zaleceń Sejmu dotyczących pożądanych kierunków prywatyzacji banków. Zadania nadzoru zdefiniowane są całkowicie jasno w odpowiednich ustawach - jest to przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa depozytów, które zgromadzone są w bankach komercyjnych, oraz kontrola tego, czy banki przestrzegają prawa. Nadzór bankowy może więc badać wyniki ekonomiczne banków, może oceniać jakość ich portfela kredytowego, albo zgodność działania z obowiązującym prawem. Nie może natomiast powiedzieć - nie podoba nam się ten bank, bo nie lubimy koloru włosów prezesa, albo narodowości jego akcjonariuszy. Słowem, jeśli zagraniczny właściciel banku gwarantuje bezpieczeństwo zgromadzonych tam lokat i depozytów, sprawne zarządzanie aktywami i wypłacalność instytucji, działający na podstawie swoich uprawnień nadzór bankowy może tylko wyrazić zadowolenie z takiego stanu rzeczy.