Zespół pod wodzą Adlera odpowiada za alokację ok. 200 mld euro środków powierzonych przez najzamożniejszych klientów szwajcarskiego UBS, światowego lidera w ich obsłudze.
Zdaniem Adlera, perspektywy dla rynku akcji są dobre, bo światowa gospodarka jest w niezłej kondycji. - Obraz globalnej gospodarki wygląda korzystnie. W Stanach Zjednoczonych, które są jej motorem, nie doszło do przegrzania na rynku nieruchomości, jest dobra sytuacja na rynku pracy, zaczęły rosnąć płace. Po stronie korporacji mamy silny wzrost wydatków kapitałowych - wyliczał argumenty Adler na spotkaniu z dziennikarzami w Warszawie (przebiegło pod hasłem "Czy jesteśmy w długoterminowym rynku byka?").
Z prognoz UBS wynika, że USA rozwiną się w tym roku o 3 proc., w porównaniu z 3,4 proc. w zeszłym. Lekkiego przyspieszenia można oczekiwać w strefie euro, gdzie tempo wzrostu może sięgnąć 1,6 proc. (w ub.r. wyniosło 1,3 proc.).
Zdaniem Adlera, większe szanse na zarobek z akcji są jednak w Stanach, bo tam cykl podwyżek stóp procentowych dobiega już końca, natomiast w Europie dopiero się rozpoczął. Ze Stanami, gdzie inwestycje w akcje przyniosły w zeszłym roku tylko 8 proc. zwrotu (w porównaniu z 33 proc. w strefie euro), Szwajcar wiąże większe nadzieje niż z tak popularnymi w ostatnim czasie emerging markets. W zeszłym roku stopa zwrotu na emerging markets wyniosła ponad 40 proc. - Wyceny rynków wschodzących stały się na tyle wysokie, że nie należy oczekiwać, iż w tym roku znów poradzą sobie lepiej niż dojrzałe rynki - stwierdził Adler. Podał m.in. przykład Polski, gdzie najważniejsze wskaźniki pokazują wycenę papierów na poziomie porównywalnym z Europą Zachodnią. Nasz region w grupie rynków wschodzących plasuje się mniej więcej pośrodku - więcej szans na zarobek jest w Azji, natomiast zdecydowanie mniej - w Ameryce Łacińskiej i Południowej.
Według Adlera, stopa zwrotu na wiodących dojrzałych rynkach akcji znajdzie się w tym roku w przedziale 0-15 proc.