Producent butli gazowych w przyszłości skoncentruje się na autozbiornikach na gaz ziemny.

- Odczuwamy ograniczenie produkcyjne, nie rynkowe, ponieważ mamy pełny portfel zamówień. Planujemy inwestycje i likwidację wąskich gardeł, dzięki czemu moce się zwiększą o 30 proc. w dwa, trzy lata - mówi Jerzy Kościelniak, prezes Milmetu. Podkreśla równocześnie, że tempo wzrostu sprzedaży w tym roku będzie niższe niż w poprzednich latach. W 2005 r. wyniosło 12 proc., a w 2004 r. aż 42 proc. Planowane nakłady inwestycyjne utrzymają się na poziomie 3,5-4 mln zł. Dlaczego nie będzie większych inwestycji, skoro jest popyt? Będą, ale w Czechach, w innej spółce grupy - Vitkovice Holding, do której należy Milmet. U naszych południowych sąsiadów na inwestycje przeznaczono ponad 100 mln zł, m.in. w nowe linie produkcyjne.

Na co spółka liczy w przyszłości? Jerzy Kościelniak widzi potencjał w zbiornikach do samochodów na gaz ziemny, których sprzedaż, jak przekonuje, będzie dynamicznie rosnąć w najbliższych 10 latach. - To nasz kierunek rozwoju. Chcemy, żeby ten segment był dla nas dominujący - mówi prezes. Teraz butle na gaz ziemny to ok. 30 proc. sprzedaży spółki. W ciągu pięciu lat ich udział wzrośnie do 70 proc., z czym związane będą inwestycje w technologię i rozwinięcie produkcji.

Jaki będzie zysk netto spółki w tym roku? Prezes nie podaje prognozy, ale wskazuje, że istotny wpływ będzie mieć kurs złotego, ponieważ Milmet eksportuje niemal 70 proc. produkcji. Równocześnie podkreśla, że firma równoważy ryzyko walutowe - za 70-80 proc. zakupów materiałów płaci w euro.

W 2005 r. Milmet zarobił 6 mln zł, z czego niemal 3 mln zł na transakcji w grupie. Sprzedał część aktywów spółce matce - Vitkovicom Holding. Również w 2004 r. ok. 1 mln zł z 4,2 mln zł zysku wygenerowano na transakcji kapitałowej. - W tym roku nie planujemy podobnych operacji - mówi prezes Kościelniak.