Windykacja czy - jak wolą mówić przedstawiciele tej branży - zarządzanie należnościami, to jedna z najmłodszych i najdynamiczniej rozwijających się dziedzin usług finansowych. W 2003 roku łączna wartość spraw przyjętych do zwindykowania przez firmy działające na naszym rynku wyniosła ok. 4,5 mld zł. Rok później było to już 6,7 mld zł, a w ubiegłym roku suma sięgnęła 9,4 mld zł. Z szacunków firmy Kruk, lidera na polskim rynku windykacji, wynika, że w tym roku osiągniemy kolejny historyczny rekord - ponad 12 mld zł.
Wielcy ciągle za mali
Przedstawiciele branży zgodnie twierdzą jednak, że to wciąż za mało, by myśleć o giełdowych debiutach. Nawet największe firmy są za małe, żeby ściągnąć z rynku naprawdę duży kapitał. - Nawet gdyby taka firmą wyemitowała i sprzedała giełdowym inwestorom akcje stanowiące potem 50% jej kapitału, to uzyska kwotę pozwalającą przeprowadzić... jedną większą transakcję zakupu pakietu wierzytelności - deklaruje Wojciech Andrzejewski, prezes spółki P.R.E.S.C.O. W tej sytuacji, jego zdaniem, polskim firmom windykacyjnym pozostaje na razie korzystać z opcji serwisowania wierzytelności, a nie ich zakupu. - Jesteśmy co prawda pierwszoplanowym graczem na rynku, ale wciąż pozostającym w fazie intensywnego wzrostu. Spółka nie osiągnęła jeszcze satysfakcjonujących rozmiarów - mówi Piotr Krupa, szef Kruka. - W ciągu najbliższych dwóch, trzech lat istotnie zwiększymy wielkość naszego biznesu - dodaje. Wtedy wejście Kruka na giełdę i pozyskanie kapitału o znacznie większej wartości wydaje się dość prawdopodobne.
Po pieniądze i wycenę
- Myślę, że faktycznie znaczące pieniądze będziemy mogli ściągnąć z rynku dopiero wtedy, gdy największe firmy będą trzy, cztery razy większe niż są dzisiaj - deklaruje Krzysztof Matela, prezes EGB Investments i szef Polskiego Związku Windykacji. - Wcześniej czy później wszyscy trafimy na giełdę - przewiduje.