Na początku ubiegłego tygodnia byki zdały trudny egzamin. Po tym jak naruszona została, a następnie obroniona linia 10-miesięcznego trendu, indeks z powodzeniem powrócił ponad EMA-55 oraz środek czarnego korpusu sprzed tygodnia. Na wykresie tygodniowym zażegnane zostało niebezpieczeństwo ukształtowania formacji "M". Warunki inwestowania w tym ujęciu czasowym uległy jednak pogorszeniu za sprawą sygnału sprzedaży na MACD.

Na wykresie dziennym z kolei sporo wątpliwości wzbudziły niewielkie obroty towarzyszące obronie średnioterminowej tendencji wzrostowej. Zachodziła obawa, że nie dojdzie do powtórki z października ub.r. i linia głównego trendu nie spełni już roli trampoliny, od spotkania z którą ceny poszybują poza górne ograniczenie 3-miesięcznego horyzontu. Piątkowa sesja tylko wzmogła te niepokoje. Pojawiła się bowiem dystrybucyjna formacja świecowa, ukształtowana na rekordowym obrocie. Jak każda tego typu figura musiała zostać potwierdzona, toteż sesja poniedziałkowa miała szczególne znaczenie. Po piątkowej wyprzedaży inwestorzy rozpoczęli nowy tydzień w minorowych nastrojach i prawdopodobnie to właśnie strach i niski poziom optymizmu spowodowały, że kontynuacja fali spadkowej nie nadeszła w pierwszej fazie sesji. Im bliżej końca podaż zyskiwała coraz większą przewagę, choć jej rozmiary w niczym nie przypominały piątkowych notowań.

Konsolidacyjna sesja na niskich obrotach bynajmniej nie powinna jednak uśpić czujności posiadaczy akcji. Parcie na ruch powrotny w stronę EMA-55 i dolnego ograniczenia horyzontu nie ustanie za sprawą tak mało przekonującej aktywności kupujących. Wskaźniki obrazujące siłę trendu - ADX i MACD - nie zmieniły swojego negatywnego zdania nt. przyszłości rynku. MACD wprawdzie zbliża się do linii sygnalnej, ale tempo tego ruchu jest coraz mniejsze. Ponadto wskaźnik ten podobnie jak RSI, ROC i Ultimate pozostaje poniżej równowagi. Słabnące momentum sygnalizują wskaźniki szybkie, które wyczerpały już sporą część potencjału wzrostowego.