Reklama

Nic nie trwa wiecznie

Publikacja: 24.03.2006 06:52

Szybki wzrost gospodarczy i niska inflacja. Tak można najłatwiej i najkrócej opisać tendencje zachodzące w ostatnich kwartałach w polskiej gospodarce. Ponieważ powyższa mieszanka jest wyjątkowo rzadkim zjawiskiem w ekonomii, powstało już przynajmniej kilka prób jej wyjaśnienia. Jak to zwykle bywa, każda z tych koncepcji prowadzi do odmiennych wniosków odnośnie do przyszłych trendów inflacyjnych, a w rezultacie również pożądanych zmian stóp procentowych.

Łatwo się domyślić, że wśród najbardziej "konserwatywnych" członków Rady Polityki Pieniężnej przeważa opinia, że obecny niski poziom inflacji to efekt czynników jednorazowych. Zdaniem "jastrzębi", po zniesieniu przez Rosję blokady importu polskiej żywności, zniknięciu zagrożenia ptasią grypą oraz podniesieniu marż przez dystrybutorów i producentów paliw, inflacja poszybuje w górę. Część członków Rady uważa również, że niska inflacja w sytuacji dynamicznego wzrostu gospodarczego to po prostu efekt opóźnień występujących w procesie transmisji monetarnej. Zgodnie z tą koncepcją, ożywienie koniunktury nie zdążyło się jeszcze przełożyć na wzrost cen. Oczywiście, oznacza to również, że do odbicia inflacji dojdzie w niedalekiej przyszłości.

Jednak oba te wyjaśnienia ignorują fakt, że okres utrzymywania się inflacji na niskim poziomie był na tyle długi, że trudno wytłumaczyć go w sposób racjonalny, odwołując się wyłącznie do wpływu czynników jednorazowych lub opóźnień w mechanizmie transmisji monetarnej.

Najbardziej przekonującym wyjaśnieniem paradoksu bezinflacyjnego wzrostu byłoby stwierdzenie, że symbioza niskiej dynamiki cen i szybkiego wzrostu gospodarczego to efekt wyjątkowych przemian, którym podlega polska gospodarka. Hipoteza ta ma swoich zwolenników również wśród przedstawicieli władz monetarnych.

Otóż część członków RPP od pewnego czasu wyraźnie podkreśla, że za brak presji inflacyjnej odpowiadają między innymi zmiany strukturalne zachodzące w polskiej gospodarce oraz wzrost wydajności pracy.

Reklama
Reklama

Chociaż Polska nie należy do liderów w przyciąganiu bezpośrednich inwestycji zagranicznych, nie sposób zaprzeczyć, że jest krajem, często wybieranym przez inwestorów. Napływający kapitał przyczynia się zarówno do modernizacji lub powstania nowych zakładów przemysłowych, jak i do tworzenia centrów usługowych. Jednym z efektów ubocznych inwestycji zagranicznych jest stopniowy wzrost wydajności pracy. Z punktu widzenia wzrostu gospodarczego oraz inflacji, istotne jest jednak to, że dotychczasowy napływ inwestycji zagranicznych nie miał charakteru jednorazowego, a tym samym proces modernizacji gospodarki będzie prawdopodobnie kontynuowany również w kolejnych latach.

O wyjątkowości polskiej gospodarki decyduje jednak nie tyle sam wzrost wydajności pracy, ile to, że towarzyszy mu bardzo trudna sytuacja na rynku pracy. Pomimo wzrostu zatrudnienia, stopa bezrobocia utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. W efekcie, pozycja przetargowa pracujących jest na tyle słaba, że wzrost płac wciąż pozostaje w tyle za tempem poprawy produktywności - pracownicy nie korzystają w pełni ze zwiększającej się wydajności. Prowadzi to do niskiej dynamiki jednostkowych kosztów pracy, umożliwiając utrzymywanie w ryzach tempa wzrostu cen producentów oraz inflacji.

Oczywiście, taka sytuacja nie będzie trwać w nieskończoność. Jednak biorąc pod uwagę dobre perspektywy Polski jako miejsca lokalizacji dla bezpośrednich inwestycji zagranicznych oraz niewielkie szanse na szybką poprawę sytuacji na rynku pracy, w najbliższych kwartałach nie należy oczekiwać załamania dotychczasowych trendów. W efekcie, w ciągu przynajmniej dwóch lat utrzymają się czynniki, które będą sprzyjać ograniczaniu dynamiki cen.Co więcej, gdyby towarzyszył temu stabilny kurs złotego, wskaźnik inflacji mógłby na długo ustabilizować się nawet wyraźnie poniżej celu inflacyjnego. Niestety, odpowiedź na pytanie, czy złoty faktycznie pozostanie stabilny, jest uzależniona od zmian na scenie politycznej. Gdyby przetasowania w rządzie doprowadziły do znacznego osłabienia polskiej waluty, oczekiwania na obniżki stóp w 2006 roku ostatecznie przeszłyby do historii.

Starszy ekonomista Citibank Handlowy

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama