Ostatnio głośnym echem odbiły się prognozy Danske Banku, którego zdaniem islandzka gospodarka stoi u progu kryzysu i może skurczyć się o 5-10 proc. Wywołany nimi spadek tamtejszej korony przyczynił się też do osłabienia walut w naszym regionie.
Według zajmującego się Islandią ekonomisty Hannesa Suppanza z OECD, te prognozy są przesadzone. Niemniej islandzki bank centralny powinien zdecydowanie zareagować, by nie dopuścić do nadmiernego wzrostu inflacji i przystopować zapędy chętnie sięgających po kredyty konsumentów. Suppanz ocenia, że przewidywana podwyżka głównej stopy procentowej o 50 pb. podczas najbliższego posiedzenia 30 marca (stopa wzrosłaby do 11,25 proc.) może okazać się zbyt niska. Szczególnie w sytuacji, gdy islandzka korona osłabiła się w tym roku do dolara aż o 14 proc. W piątek straciła kolejne 2 proc.
Wahania waluty odstraszają inwestorów, między innymi z USA. Według informacji największego w kraju banku Kaupthing, amerykańskie fundusze rynku pieniężnego odmówiły przedłużenia wartych 43 mld koron (587 mln USD) pięcioletnich pożyczek. Bank będzie musiał oddać pieniądze w marcu przyszłego roku.
Bloomberg