Nakłady na innowacje w gospodarkę wyniosły tylko 7 procent. Skorzystały najbardziej liczące się na rynku firmy teleinformatyczne oraz motoryzacyjne, choć o pomoc mogły się ubiegać wszystkie. - Pomoc EFS trafiła m.in. do ComArchu, który opracował program inteligentnego raportowania danych, oraz Instytut Transportu Samochodowego za nową technologię produkcji - wylicza Marzena Chmielewska z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.
Łącznie przez dwa i pół roku zaakceptowano 14 projektów, choć do opiniującej je Rady Naukowej wpłynęło 60 wniosków. Zdaniem ministerstwa, większość miała błędnie wypełnione załączniki. - Przez ponad pół roku brakowało w ogóle informacji o programie - przyznaje sam M. Wilec. Zdaniem Wojciecha Jankowskiego z Prokomu, nic się nie zmieniło. - Wczoraj rano wszedłem na stronę rządową i nadal jej brakuje - dodaje. Przedsiębiorcy narzekają też na długi okres oczekiwania na decyzję (pół roku) i zbyt dużą liczbę wymaganych załączników (8, wcześniej było ich 20). - Jeżeli któregoś brakowało, dokumenty odsyłano - mówią.
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego zgodziło się więc na wydłużenie czasu składania wniosków. - Będą one przyjmowane do końca roku, a nie, jak wcześniej ustalono, do czerwca - powiedział wczoraj M. Wielec. W najbliższym czasie do 500 najbardziej innowacyjnych firm ministerstwo roześle informacje o pomocy strukturalnej. Do wydania z EFS nadal pozostaje 250 milionów złotych. - Część wniosków jeszcze czeka na rozpatrzenie, ale już teraz szukamy kolejnych na łączną kwotę 100-150 milionów złotych - mówi M. Wielec. - Średnie dofinansowanie każdego projektu EFS to od 40 do 50 proc. wartości projektu.
Jeżeli nie będzie chętnych wśród polskich przedsiębiorców, pomoc trafi do polskich naukowców. Ci już wykorzystali 180 mln zł. Pozostało im ok. 100 mln zł, ale na rozpatrzenie czeka ok. 100 wniosków.
W zeszłym roku w kraju wydatki na badania i rozwój wyniosły 0,58 proc. PKB, w tym 0,15 proc. zostało dofinansowanych przez przedsiębiorstwa. W Unii dla firm średnia ta wynosi 1,26 proc. - Przy tak niskich wydatkach rodzimych, nie mamy szans na rynku europejskim. Zmniejszanie dystansu może nam zająć 50 lat - dodaje M. Chmielewska.