Wczorajsza sesja po raz kolejny upłynęła w nudnej atmosferze - po kilkunastopunktowym spadku indeksu w pierwszej godzinie reszta notowań upłynęła pod znakiem stabilizacji kursu w okolicy 2850 pkt. Małym wahaniom kursów towarzyszyły niższe obroty, co świadczy o postawie wyczekiwania przyjętej przez większość inwestorów. W końcówce notowań strona podażowa przejęła jednak inicjatywę i kilkanaście dużych transakcji na największych spółkach zniosło indeks WIG20 na sesyjne minima.
Z technicznego punktu widzenia obraz rynku nie zmienił się. Od kilku tygodni wykres indeksu największych spółek porusza się w trendzie bocznym w zakresie 2750 - 2950 pkt. Do momentu wybicia się kursu poza wspomniany przedział nie ma najmniejszego sensu ekscytować się ruchami rynku, które stanowią naturalne wahania w kanale trendu horyzontalnego. Długość obserwowanej konsolidacji pozwala jednak sądzić, iż po ewentualnym wybiciu przyszły ruch cen powinien być trwalszy. W obecnych okolicznościach trudno stwierdzić, w którym kierunku wybije się rynek. Za pogłębieniem korekty przemawiają przede wszystkim czynniki techniczne (ceny dużych spółek są relatywnie wysokie), sytuacja na giełdach regionu oraz ryzyko polityczne. Czynniki makroekonomiczne stanowią raczej argument dla strony popytowej. Większość inwestorów czeka więc na kolejne sygnały, które wyklarują nieco sytuację na rynku - a do tego momentu należy pogodzić się z trendem bocznym.
W dłuższym terminie potencjalne wsparcie znajduje się na wysokości około 2770 pkt. i wyznaczone jest przez długoterminową linię trenu wzrostowego (linia ta już dwukrotnie skutecznie powstrzymywała spadki indeksu). Ewentualne przełamanie tej bariery stanowiłoby silny negatywny sygnał dla giełdowej koniunktury na najbliższe tygodnie.
Rynek pozostaje w trendzie bocznym, a w najbliższych dniach największy wpływ na notowania giełdowe będzie miało wystąpienie nowego prezesa Fed po dzisiejszym posiedzeniu oraz rozwój wydarzeń politycznych na rodzimej scenie - tutaj sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie.