Nikkei, rosnąc w czwartek do 17 045,34 pkt, znalazł się na najwyższym poziomie od 31 sierpnia 2000 roku. Mimo, że wzrosty japońskiego rynku w ostatnich dniach to prawdopodobnie windows dressing na koniec nie tylko I kwartału 2006 roku, ale również na koniec roku obrachunkowego w Japonii, to obecnie niewiele wskazuje na to, żeby od 1 kwietnia rynek akcji mógł gwałtownie się załamać.
Japoński indeks od kwietnia 2005 roku znajduje się w silnym trendzie wzrostowym. Próba zakończenia tego trendu przez zbudowanie średnioterminowej formacji głowy z ramionami (grudzień 2005-luty 2006), zakończyła się niepowodzeniem. W efekcie zostały wygenerowane nowe sygnały kupna, a Nikkei ma otwarta drogę do 20 800 pkt. Czyli do szczytu z kwietnia 2000 roku.
Sytuację popytu na wykresie dziennym Nikkei mógłby pogorszyć spadek poniżej rocznej linii trendu wzrostowego. Obecnie znajduje się ona na poziomie 16300 pkt. Jednak nawet zejście poniżej tego wsparcia nie oznaczałoby początku większych spadków, a jedynie spowolnienie dynamiki trendu wzrostowego.
Sygnałem sprzedaży będzie bowiem dopiero spadek poniżej dołka z 18 stycznia br. (15 341,17 pkt). Dołka, który do tej pory wyznaczał dolne ograniczenie konsolidacji grudzień 2005-luty 2006.
Wyraźny trend wzrostowy utrzymuje się również na wykresie niemieckiego DAX. W odróżnieniu jednak od japońskiego indeksu, tu pojawiają się już pierwsze ostrzeżenia przed załamaniem wzrostu. Są to zarówno negatywne dywergencje wykresu z licznymi wskaźnikami, jak i nawet sygnały sprzedaży na niektórych wskaźnikach (np. MACD). Jednak dopóki DAX znajduje się ponad strefą 5673-5720 pkt. (dołek z 8 marca - dolne ograniczenie pięciomiesięcznego kanału wzrostowego), strona popytowa ma wyraźną przewagę, a silniejsze spadki pozostają w sferze marzeń niedźwiedzi.