Reklama

Wykształceni zawsze w cenie

Z prof. Witoldem Orłowskim, dyrektorem Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej (która prowadzi kursy IMBA i EMBA) rozmawia Michał Chmielewski

Publikacja: 01.04.2006 10:26

Jaki jest teraz poziom kursów MBA w Polsce? Czy daleko nam jeszcze do Europejskich standardów, które z kolei podążają za standardami wypracowanymi na amerykańskich uczelniach?

W Polsce są różne programy - nie odbiegamy pod tym względem od pozostałych państw europejskich ani Stanów Zjednoczonych. Wszędzie poziom jest zróżnicowany. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że studia MBA to też jest rynek i można na nim znaleźć oferty z różnych półek. Ważna jest kwestia funduszy. Wiele programów jest robionych oszczędnie, a oszczędnie w przypadku studiów MBA oznacza gorzej. Nie można wówczas pozwolić sobie na dobrych wykładowców. Kiedy porównuje się programy MBA, trzeba brać pod uwagę ich miejsce w hierarchii "półkowej". Trzeba przyznać, że najlepsze polskie programy MBA wciąż są słabsze od najlepszych programów europejskich. Ale są lepsze od europejskich średniaków. W dodatku w Polsce można uzyskać solidne przygotowanie menedżerskie za znacznie mniejsze pieniądze. I ta różnica finansowa działa na korzyść Polski, bo zasadniczej przepaści merytorycznej tu nie ma. My wciąż musimy robić kursy oszczędniej, choćby ze względu na możliwości finansowe studentów. Dlatego też zagraniczni wykładowcy pracujący w polskich szkołach robią to zazwyczaj za mniejsze pieniądze niż w swoich krajach.

Czy to znaczy, że poziom programów zależy przede wszystkim od poziomu kadry?

Tak. Jest co prawda więcej istotnych elementów, ale w znacznej mierze poziom studiów zależy od "jakości" profesorów. Przy czym tu też działa mechanizm rynkowy - im ktoś jest większą sławą lub reprezentuje lepszą szkołę, jego gaża będzie większa. Dlatego polskie studia mogą być konkurencyjne dla zachodnich, bo nasi rodzimi profesorowie są po prostu "tańsi" od zachodnich kolegów. A poziom wiedzy i umiejętności jest porównywalny. W Polsce można uzyskać solidne przygotowanie menedżerskie za znacznie mniejsze pieniądze. I ta różnica finansowa działa na korzyść Polski. Jednak wśród prowadzących zajęcia MBA w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej są też profesorowie ze szkół partnerskich z zagranicy. Moim zdaniem, mimo że rodzima kadra prezentuje już wysoki poziom, to bez uznanych nazwisk z zagranicy trudno będzie jakiejkolwiek polskiej uczelni dobić do europejskiej czołówki. Oczywiście, Europa Zachodnia ma ten sam problem w stosunku do Stanów Zjednoczonych.

Gdyby miał Pan nieograniczone środki, to kogo ze światowej czołówki widziałby Pan wśród wykładowców swojej szkoły?

Reklama
Reklama

Jest cała lista nazwisk. Chociaż my już zaangażowaliśmy kilka europejskich gwiazd jak prof. A. Nicholson, były doradca Margaret Thatcher. Największe autorytety, te zza oceanu, rzadko pojawiają się w Europie. Już częściej podróżują do Chin, które w ciągu kilku lat utworzyły wiele kursów MBA na świetnym poziomie. Okazuje się, że nie ma takich pieniędzy, jakie chiński rząd - bo to są zazwyczaj państwowe pieniądze - nie wydałby na sprowadzenie najlepszych profesorów amerykańskich. Chińskie programy MBA zaczynają się liczyć w światowych rankingach. Ten chiński przykład pokazuje, że mając w zasadzie nieograniczone środki można bardzo szybko dołączyć do światowej czołówki.

W przypadku studiów MBA, szczególnie Executive MBA, równie istotny jak poziom wykładowców jest poziom i doświadczenie studentów, którzy przecież na co dzień pracują w największych firmach.

Podobnie jak w przypadku polskich profesorów, również polscy studenci są z roku na rok lepsi. Co więcej, doświadczenia polskich praktyków, którzy podwyższają swoje kwalifikacje na studiach Executive MBA są często ciekawsze niż zachodnich menedżerów.

Czy nie obawia się Pan, że mnogość kursów MBA, jakie pojawiły się w ostatnich latach, spowoduje dewaluację tytułu magistra MBA?

Tego się nie boję, bo MBA to rynek dość przejrzysty. Programy są wciąż zestawiane. Tworzone są rankingi, które może nie są idealną metodą porównawczą, ale przynajmniej zmuszają do nieustannej konkurencji. Do potwierdzania lub podnoszenia swojej pozycji. Nikomu nie można zakazać powoływania szkół MBA, o ile spełni pewne formalne wymogi. Później już rynek weryfikuje wartość poszczególnych programów. Absolwenci tych najlepszych zawsze pozostaną w cenie.

W jaki sposób pracodawcy w Polsce weryfikują wartość dyplomu MBA? Czy według Pana wiedzy, istnieje jakaś wymiana informacji między firmami, czy też wyboru dokonuje się w oparciu o rankingi np. prasowe?

Reklama
Reklama

Na to pytanie trudno odpowiedzieć. Myślę, że pracodawcy posiłkują się przede wszystkim rankingami. Przy czym nie jest istotne to, czy szkoła zajmuje pierwsze czy trzecie miejsce, bo poziom czołówki jest wyrównany. Funkcjonuje też prawdopodobnie jakaś wiedza nieformalna. Poza tym mamy już w Polsce tysiące absolwentów MBA, którzy orientują się mniej więcej, jaki poziom prezentują poszczególne szkoły lub kursy. Wielu absolwentów dobrych szkół kieruje się swego rodzaju patriotyzmem, zatrudniając osoby z tej samej uczelni, którą kończyli. Ewentualnie wysyłają pracowników na studia do sprawdzonej przez siebie szkoły.

Czy zdarza się, że firmy szukają pracowników w szkołach MBA?

To się zdarza. Jednak trzeba pamiętać, że w przypadku Executive MBA mamy do czynienia ze studentami, którzy już mają dobre posady, pracują ma menedżerskich stanowiskach. Nie szukają więc pracy. Z drugiej strony świat nie jest aż taką dżunglą, by firmy natychmiast chciały podkupywać najlepszych studentów. Inaczej sprawa wygląda w przypadku dziennych MBA. Do szkoły zwracają się pracodawcy z pytaniem, czy nie wpadł nam w oko któryś ze zdolnych studentów.

Jakie jest teraz zapotrzebowanie na absolwentów tego typu specjalistycznych studiów w Polsce?

Trudno mówić o zapotrzebowaniu rynku w sensie tradycyjnym, bo przecież ci ludzie zazwyczaj mają już pracę. Chcą raczej podnieść swoje kwalifikacje. Problem osób kończących te niełatwe, czasochłonne studia jest inny. Oni zazwyczaj podejmują wysiłek, również finansowy, żeby przyspieszyć swoją ścieżkę kariery, podnieść zarobki itp. Dla nich miarą sukcesu jest to, czy uda się osiągnąć konkretny zawodowy cel. W Polsce nie mamy systemu monitorowania poszczególnych karier. Jednak z informacji, które do nas docierają, wynika, że w większości przypadków nasi absolwenci uzyskują to, czego się spodziewali przed podjęciem studiów.

Czy pracodawcy mogą obawiać się zatrudniania osób z dyplomem MBA, uważając, że mają one zbyt wysokie kwalifikacje i co za tym idzie, zbyt duże płacowe wymagania?

Reklama
Reklama

To amerykanie wymyślili pojęcie overqualified - kandydata lub pracownika, którego wysokie umiejętności i idące za nimi oczekiwania są nie do zaakceptowania przez firmę. Człowiek, który wysoko mierzy, zawsze ponosi to ryzyko. Ale wówczas po prostu szuka się innej pracy. Dla ambitnych ludzi jest na razie wystarczająco dużo ścieżek kariery. W Polsce problem wysokiego bezrobocia nie dotyka osób wysoko wykwalifikowanych. Na razie znalezienie kolejnej posady nie jest wielkim problemem.

Czym różni się wiedza zdobywana w czasie studiów International MBA i EMBA od wiedzy wyniesionej z innych studiów menedżerskich?

Jest kilka różnic. To wiedza o rzeczywistym funkcjonowaniu świata i biznesu, a nie wiedza akademicka. To wiedza przesycona praktyką. Tu uczymy, jak w maksymalny sposób wykorzystywać doświadczenia własne, innych studentów i wykładających, z których przynamniej część to biznesowi praktycy. Po drugie, uczymy raczej metody rozwiązywania problemów, niż sposobów postępowania w konkretnych przypadkach. Choć zawsze posługujemy się przykładami. W końcu to wiedza mocno skondensowana. Na studiach MBA przyswaja się ją bardzo szybko - tego oczekujemy od studentów i m.in. pod tym kątem weryfikujemy kandydatów.

Wiadomo, że studia MBA, w szczególności Executive MBA, to ciężki kawałek chleba. Ich kontynuowanie łączy się z koniecznością prowadzenia pracy zawodowej. Na zajęcia pozostają weekendy, na naukę wieczory. Jak dużo osób rezygnuje ze studiów w czasie ich trwania?

To się zdarza bardzo rzadko. Nie mówię, że nigdy, ale my już na wstępie stawiamy bardzo wysokie wymagania formalne.

Reklama
Reklama

Badamy kandydatów pod względem ich możliwości niezwykle intensywnej pracy i szybkości przyswajania wiedzy. Już na podstawie CV możemy odczytać, kto jest, a kto nie jest w stanie podołać temu wysiłkowi. I jak się wydaje, nasze sito jest wystarczająco szczelne, by na studia dostawali się rzeczywiście ci, którzy powinni. Później motywacja jest tak silna, że tylko nieliczni się wycofują.

Na studiach MBA spotykają się ludzie, którzy już funkcjonują w biznesie bądź za chwilę się tam znajdą. Czy znajomości poczynione w czasie tych studiów procentują z życiu zawodowym?

To wartość dodatkowa, jaką dają dobre studia MBA. Zarówno poznanie wykładowców, jak i innych studentów może procentować w przyszłości. Faktem jest, że student MBA nie trafia do zupełnie przypadkowej grupy. To ludzie pod wieloma względami podobni. Ambitni, szybko uczący się. Często zdarza się, że dalej dzielą się doświadczeniem lub udzielają sobie rad czy pomocy. Absolwenci trzymają się razem, tworzą stowarzyszenia lub inne nieformalne związki. Pomagają sobie także w życiu, np. w zdobyciu pracy.

Czy jest zainteresowanie programami MBA ze strony administracji państwowej?

Zainteresowanie ze strony państwa czy administracji państwowej jest, niestety, małe. A to błąd, bo przecież tu również mamy do czynienia z zarządzaniem, i to często większymi pieniędzmi czy przedsięwzięciami niż w przypadku firm prywatnych. Myślę, że tak będzie dopóki finanse publiczne nie zostaną uporządkowane, dopóki nie będzie swobody wynagradzania ludzi pracujących w sferze publicznej. Trudno oczekiwać, by administracja inwestowała w ludzi, którzy po zdobyciu dyplomu MBA za państwowe pieniądze przeniosą się do sektora prywatnego. Bo tam oferowane zarobki będą nieporównywalnie wyższe.

Reklama
Reklama

Dziękuję za rozmowę.

Prof. Witold Orłowski jest dyrektorem Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej. Był doradcą ekonomicznym premiera Leszka Balcerowicza, następnie szefem Społecznego Zespołu Doradców Ekonomicznych prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Jest dyrektorem Zakładu Badań Statystyczno-Ekonomicznych GUS i PAN oraz założycielem i szefem Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych w Łodzi. Od 1 marca br. pełni również funkcję głównego doradcy ekonomicznego w PricewaterhouseCoopers.

Witold Syrwid,

dyrektor finansowy hotelu Bristol

Po całym dniu pracy wszyscy nabieraliśmy podczas zajęć MBA nowego oddechu. Ten czas był wart wysiłku. Poza profesjonalnie podaną sporą dawką wiedzy ważny jest kontakt z ludźmi z różnych branż i na różnych stanowiskach. W ten sposób, pracując w grupie, uczymy się osiągać kompromis, wspólnie tworzyć i prezentować projekty. To przecież dwa lata spędzone z osobami o rozmaitych osobowościach i odmiennych opiniach. Te studia ułatwiają pracę z ludźmi, bo uczą umiejętności kierowania nimi.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama