Jaki jest teraz poziom kursów MBA w Polsce? Czy daleko nam jeszcze do Europejskich standardów, które z kolei podążają za standardami wypracowanymi na amerykańskich uczelniach?
W Polsce są różne programy - nie odbiegamy pod tym względem od pozostałych państw europejskich ani Stanów Zjednoczonych. Wszędzie poziom jest zróżnicowany. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że studia MBA to też jest rynek i można na nim znaleźć oferty z różnych półek. Ważna jest kwestia funduszy. Wiele programów jest robionych oszczędnie, a oszczędnie w przypadku studiów MBA oznacza gorzej. Nie można wówczas pozwolić sobie na dobrych wykładowców. Kiedy porównuje się programy MBA, trzeba brać pod uwagę ich miejsce w hierarchii "półkowej". Trzeba przyznać, że najlepsze polskie programy MBA wciąż są słabsze od najlepszych programów europejskich. Ale są lepsze od europejskich średniaków. W dodatku w Polsce można uzyskać solidne przygotowanie menedżerskie za znacznie mniejsze pieniądze. I ta różnica finansowa działa na korzyść Polski, bo zasadniczej przepaści merytorycznej tu nie ma. My wciąż musimy robić kursy oszczędniej, choćby ze względu na możliwości finansowe studentów. Dlatego też zagraniczni wykładowcy pracujący w polskich szkołach robią to zazwyczaj za mniejsze pieniądze niż w swoich krajach.
Czy to znaczy, że poziom programów zależy przede wszystkim od poziomu kadry?
Tak. Jest co prawda więcej istotnych elementów, ale w znacznej mierze poziom studiów zależy od "jakości" profesorów. Przy czym tu też działa mechanizm rynkowy - im ktoś jest większą sławą lub reprezentuje lepszą szkołę, jego gaża będzie większa. Dlatego polskie studia mogą być konkurencyjne dla zachodnich, bo nasi rodzimi profesorowie są po prostu "tańsi" od zachodnich kolegów. A poziom wiedzy i umiejętności jest porównywalny. W Polsce można uzyskać solidne przygotowanie menedżerskie za znacznie mniejsze pieniądze. I ta różnica finansowa działa na korzyść Polski. Jednak wśród prowadzących zajęcia MBA w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej są też profesorowie ze szkół partnerskich z zagranicy. Moim zdaniem, mimo że rodzima kadra prezentuje już wysoki poziom, to bez uznanych nazwisk z zagranicy trudno będzie jakiejkolwiek polskiej uczelni dobić do europejskiej czołówki. Oczywiście, Europa Zachodnia ma ten sam problem w stosunku do Stanów Zjednoczonych.
Gdyby miał Pan nieograniczone środki, to kogo ze światowej czołówki widziałby Pan wśród wykładowców swojej szkoły?