Spędzając kolejny ciężki dzień w biurze, wciśnięci pomiędzy kserokopiarkę i pokój dyrektorski, często z zazdrością patrzymy na szefostwo firmy. Tym to jest dobrze - wzdychamy. Biznesowe kolacje, samochody służbowe, nielimitowane rozmowy telefoniczne, ubezpieczenie na koszt firmy - żyć nie umierać. Jednym słowem - pełen luksus.
Na takie dictum osoby, które znają historię głośnych skandali korporacyjnych początku XXI wieku, tylko lekko się uśmiechają. Co Wy tam wiecie o luksusie - mówią. Posłuchajcie historii Dennisa Kozlowskiego.
Dennis Kozlowski był szefem Tyco, konglomeratu, który zasłynął z agresywnych przejęć i dynamicznego rozwoju. W ciągu zaledwie 10 lat Kozlowski przekształcił Tyco z firmy o obrotach rzędu 3 miliardów dolarów w korporację o skonsolidowanych przychodach osiągających 40 miliardów dolarów, zatrudniającą ponad 250 tysięcy pracowników na całym świecie. Gwałtowny rozwój firmy nie pozostał niezauważony - kurs akcji Tyco systematycznie wzrastał, a Dennis Kozlowski stał się jasno świecącą gwiazdą na firmamencie Wall Street, przyrównywaną do Jacka Welcha - legendarnego prezesa General Electric.
Jednak to nie dynamiczny rozwój firmy, której przewodził, lecz ekstrawagancki styl bycia, finansowany z kasy Tyco, był powodem sławy Dennisa Kozłowskiego na całym świecie. Bańka mydlana pękła w 2002 r., a późniejsze dochodzenie ujawniło wiele pikantnych szczegółów z dość specyficznego podejścia, wyznawanego przez prezesa konglomeratu, do firmowych funduszy.
Do legendy przeszły już zakupy dokonywane przez Kozlowskiego za firmowe pieniądze, takie jak zasłona pod prysznic za 6000 USD, stojak na parasole za 15 000 USD czy kosz na śmieci za 2000 USD. Miliony wydawane były także na drogie apartamenty (ten na Manhattanie kosztował "drobne" 18 milionów dolarów) oraz obrazy Renoira i Moneta.