- Kraje członkowskie nie otworzyły dostatecznie swoich rynków - stwierdził wczoraj w oświadczeniu Andris Piebalgs, komisarz UE ds. polityki energetycznej.
Wśród napiętnowanych państw znalazły się największe potęgi: Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy, a także mniejsze kraje. W tym gronie jest też Polska. Rządy państw dostały dwa miesiące na podjęcie działań zmierzających do usunięcia uchybień. Ponadto Komisja zapowiedziała, że władze Hiszpanii i Luksemburga zostaną pozwane do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, ponieważ w odpowiednim czasie nie przedstawiły planu wdrożenia dyrektyw dotyczących rynku energii elektrycznej i gazu.
Zdaniem Komisji, brak konkurencji na energetycznym rynku prowadzi do wzrostu cen, ogranicza podaż i osłabia wspólnotową gospodarkę. Rynki energetyczne powinny być częściowo otwarte już od dwóch lat. Pełna konkurencja ma zapanować od połowy przyszłego roku. Wówczas każdy mieszkaniec Unii powinien mieć swobodę wyboru dostawcy energii elektrycznej i gazu. Dotychczas takie prawo przysługuje tylko przedsiębiorstwom.
Komisja wymieniła wiele przyczyn, dla których rynek energii wciąż jest niekonkurencyjny. Są nimi m.in. utrzymywanie cen regulowanych, brak wyraźnego rozdziału działalności przesyłowej od dystrybucyjnej, a także utrudnianie wejścia na rynek nowym podmiotom.
Równolegle komisarze przypuścili ofensywę przeciwko szerzącym się w Europie tendencjom protekcjonistycznym, także w innych branżach, takich jak telekomunikacja, transport lotniczy czy hazard. Francja musi się wytłumaczyć z przepisów ograniczających zagraniczne inwestycje w jedenastu sektorach uznanych za strategiczne.