Po kilku miesiącach prac i uzgodnień, w końcu powstał projekt zmian w finansach publicznych. W ostatnim dniu marca minister Gilowska zaprezentowała założenia planowanej reformy, w tym pomysły obniżki składek na ubezpieczenia społeczne, odmrożenia progów podatkowych oraz podwyżki podatków pośrednich. Zgodnie z jej deklaracjami, podstawowym celem zmian ma być doprowadzenie do powstania nowych miejsc pracy i spadek bezrobocia.
Już samo rozważanie przez rząd redukcji składek na ubezpieczenia społeczne może napawać optymizmem. W ostatnich miesiącach większość pomysłów na uzdrowienie rynku pracy opierała się na wprowadzeniu podatku liniowego lub obniżeniu stawek podatkowych. Mimo niewątpliwych zalet związanych ze zmniejszeniem podatku od osób fizycznych, tego typu kroki trudno uznać za najskuteczniejszy sposób walki z bezrobociem. Głównym efektem cięć w podatku PIT byłoby zwiększenie dochodu pozostającego do dyspozycji pracowników, co oczywiście powinno sprzyjać zwiększeniu podaży pracy. Jednak w Polsce podstawowym problemem pozostaje wciąż nie tyle niechęć potencjalnych pracowników do podejmowania pracy, co ograniczona liczba miejsc pracy. Ponieważ w walce z tym problemem, zdecydowanie bardziej efektywne okazałoby się redukowanie kosztów pracy, informacje o obniżce składek na ubezpieczenia społeczne powinny napawać optymizmem.
Niestety, przy bliższym zapoznaniu się z propozycjami Ministerstwa Finansów wiara w skuteczność planowanych zmian znika. Co prawda z obniżki składek rentowych korzystają zarówno pracownicy, jak i pracodawcy, jednak nie można tego powiedzieć o zmniejszeniu składek na ubezpieczenia chorobowe. Zgodnie z projektem ministerstwa, ciężar tych składek zostałby przeniesiony z pracownika na pracodawcę, co w rzeczywistości eliminowałoby pozytywny efekt związany z obniżeniem składki rentowej.
Najbardziej zaskakujące jest to, że zmiany w systemie finansów publicznych zostały hucznie przedstawione jako antidotum na wysokie bezrobocie. W rzeczywistości nie będą jednak miały wpływu na skłonność firm do zatrudniania nowych pracowników, a tym samym trudno dostrzec powody, dla których niższe składki miałyby się przyczynić do spadku bezrobocia. Co istotne, gdyby obniżka składek na ubezpieczenia społeczne dotyczyła tylko obciążeń pracodawców, wpływ na rynek pracy byłby silniejszy, przy tych samych kosztach dla budżetu. Jeżeli więc faktycznie głównym celem rządu jest pobudzanie sytuacji na rynku pracy, to zaproponowane w marcu zmiany nie są wcale najlepszym pomysłem.
Biorąc jednak pod uwagę doświadczenia ministrów finansów z poprzednich lat, można przypuszczać, że ostateczny projekt zmian w podatkach będzie się zdecydowanie różnić od wersji przedstawionej przez obecną szefową resortu. Co więcej, prawdopodobnie nie będą to wcale zmiany na lepsze. Jak łatwo się domyślić, zróżnicowanie poglądów gospodarczych poszczególnych partii oraz powracające widmo wcześniejszych wyborów praktycznie uniemożliwią przeprowadzenie racjonalnych zmian w finansach publicznych. Ale czy to jeszcze kogoś dziwi?