Wczoraj powstała specjalna podkomisja, która już w przyszłą środę zajmie się projektem ustawy. - Na jej pierwsze posiedzenie chcemy zaprosić przedstawicieli banków - zapowiedział Wiesław Szczepański (SLD), przewodniczący podkomisji. - To oni faktycznie będą decydować o warunkach zaciągania kredytów do 2011 roku, o których mówi ustawa.

Projekt, w jego obecnym kształcie zakłada m.in. ośmioletnie dopłaty rządu do oprocentowanych kredytów na zakup mieszkania (o powierzchni do 75 mkw.) lub domku jednorodzinnego (do 100 mkw.). Państwo pokrywałoby 50 proc. odsetek naliczanych według stopy referencyjnej - obecnie wynosi ona ok. 4,5 proc. Dopłaty byłyby dostępne dla rodzin i osób samotnie wychowujących przynajmniej jedno dziecko. Zdaniem rządu, ma to doprowadzić do wybudowania 315 tys. mieszkań, bo tyle osób potencjalnie mogłoby zaciągnąć kredyt preferencyjny.

- Taka ustawa jest wadliwa - uważa W. Szczepański. - Nie mogą z niej korzystać ci, którzy chcą kupić mieszkanie na rynku wtórnym lub zaadaptować strych - powiedział. Szacuje, że ponad 70-80 procent społeczeństwa zamiast kredytu preferencyjnego wybierze kredyt mieszkaniowy. - Nie będzie on wymagał tak dużych zabezpieczeń finansowych - dodał. Jego zdaniem, obecny projekt spowoduje, że rząd wyda co prawda mniej pieniędzy na dopłaty, ale zmniejszą się i wpływy do budżetu z tytułu inwestycji w mieszkalnictwo, i usługi budowlano-mieszkaniowych.

Rząd wyliczył, że przy obecnym kształcie ustawy przez pierwsze dwa lata dodatkowe wpływy do budżetu mogłyby wynieść m.in. 458 mln zł z samego VAT-u, 40 milionów zł z CIT-u. Wydatki w tym okresie sięgnęłyby nieco ponad 60 milionów złotych.