W piątek, po raz pierwszy od połowy 2002 roku, rentowność 10-letnich obligacji amerykańskich zbliżyła się do 5 proc. Przełamanie tej bariery jest bardzo prawdopodobne. Jeśli rentowność długoterminowego amerykańskiego długu uznamy za punkt wyjścia do oceny atrakcyjności inwestycji w akcje (w szczególności na rynkach wschodzących), to poniedziałkową reakcję rynków można uznać za umiarkowaną. W Korei, na jednym z większych rynków wschodzących, notowania spadły mniej niż 0,5 proc., przerywając serię 12 kolejnych zwyżek. Brazylijska Bovespa straciła w piątek niecały 1 proc., od podobnej przeceny rozpoczęła też notowania poniedziałkowe. W czwartek zamknięcie sesji było najwyższe w historii. Ze znaczących rynków wschodzących, które mogą mieć wpływ na poziom notowań w Warszawie, kłopoty przeżywa Turcja - na przełomie lutego i marca indeks ISE 100 stracił ponad 10 proc. Przez cały marzec powstawało prawe ramię formacji głowy i ramion. Wciąż jednak brakuje najważniejszego elementu, tj. wybicia poniżej linii szyi. Ta znajduje się w okolicach 41 tys. pkt. i dość szybko się obniża (spadek poniżej opadającej linii szyi byłby sygnałem wyjątkowej słabości rynku). Na zamknięcie wczorajszej sesji indeks, po prawie 3-proc. spadku, miał 43,1 tys. pkt. W kontekście rozważań o wpływie rosnących stóp procentowych w rozwiniętych gospodarkach na poziom notowań na rynkach wschodzących, istotne wydaje się zmniejszenie aktywności inwestorów zagranicznych na warszawskiej giełdzie. To sprawia, że działanie tego czynnika na poziom notowań na naszej giełdzie może być ograniczone.

W Europie indeksy utrzymują się w długoterminowych trendach wzrostowych, choć akurat wczoraj obyło się na ogół bez nowych maksimów. Wyjątek stanowi londyński FT-SE 100, który zanotował kolejny 5-letni rekord. Na drugim biegunie znajduje się francuski CAC-40, który bardzo szybko po przekroczeniu marcowego wierzchołka rozpoczął korektę. Na razie jednak nie została przełamana nawet najszybsza linia trendu wzrostowego.