Analitycy szwajcarskiego banku twierdzą, że w tym roku giełdowe indeksy rynków wschodzących dalej będą bić kolejne rekordy. Wskaźnik dynamiki MSCI Emerging Markets do końca roku ma wzrosnąć o 18 proc. i osiągnąć 950 pkt., podczas gdy teraz wynosi 810 pkt. Według Credit Suisse, dobra koniunktura na giełdach emerging markets ma być zasługą rosnących cen surowców i dóbr konsumpcyjnych.
Zdaniem autorów raportu, największe zyski przyniosą inwestycje w akcje z Tajwanu, Brazylii i Rosji. Po raz kolejny w oczach analityków nie zyskały uznania papiery spółek z Polski, Czech i Węgier. Podobne zalecenia powtarzają się już od połowy ubiegłego roku.
Analitycy szwajcarskiego banku wskazują na problemy z rosnącym od 4 lat deficytem budżetowym na Węgrzech. W pierwszym kwartale przekroczył 50 proc. planowanego na cały rok. Opinię o Polsce popsuły także polityczne przepychanki i brak konkretnych reform fiskalnych. Najważniejszą przyczyną niższych ocen perspektyw akcji z Europy Środkowowschodniej na tle innych emerging markets jest jednak co innego. - Zyskowność spółek w tych krajach osiągnęła już szczyt - twierdzi Alexander Redman, jeden z autorów raportu. - Poza tym papiery są mało atrakcyjne ze względu na zmniejszającą się lukę w wycenie papierów między Polską, Czechami i Węgrami a Europą Zachodnią - dodaje w rozmowie z PARKIETEM.
Podobnie uważa Maarten Jan Bakkum, analityk ABN Amro. - Sytuacja polityczna zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech jest niejasna - twierdzi. - Nie należy jednak unikać tych rynków z powodu polityki - ważniejszy jest problem wyceny przedsiębiorstw w tych krajach. Przedsiębiorstwa z Polski, Czech i Węgier stają się coraz droższe, stąd należą one do najmniej atrakcyjnych na rynkach wschodzących - dodaje Bakkum. - Nie byłbym jednak pesymistą - twierdzi John Lomax, analityk rynków wschodzących z HSBC. - My też zalecamy niedoważać polskie, czeskie i węgierskie papiery, można jednak znaleźć wśród nich dużo dobrych okazji do inwestycji. Według Lomaksa, obecnie w Europie najlepiej wypada Turcja. Analitycy twierdzą, że pozostałe rynki wschodzące, gdzie z przedsiębiorstw można jeszcze coś "wycisnąć", są bardziej atrakcyjne niż Polska i inne kraje regionu.
Według Maartena Jana Bakkuma, Polska, Czechy i Węgry mogą stać się tzw. "regionem defensywnym". - Inwestorzy będą tam lokować swoje pieniądze, gdyby stracili swoją wiarę w globalne rynki wschodzące. Nie wierzymy w to, ale gdyby tak się stało, to inwestorzy właśnie tam skierują swoje środki - twierdzi ekspert ABN Amro.