Reklama

Oferty publiczne tak, ale później

Z Pawłem Szałamachą, wiceministrem skarbu, odpowiedzialnym m.in. za instytucje finansowe, rozmawiają Tomasz Brzeziński i Łukasz Wilkowicz

Publikacja: 18.04.2006 08:01

Rada nadzorcza Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie rozpocznie lada dzień przesłuchania kandydatów w postępowaniu kwalifikacyjnym na prezesa zarządu. Czy to prawda, że karty już rozdano i szefem GPW ma zostać Cezary Mech, do niedawna wiceminister finansów odpowiedzialny za instytucje finansowe?

Nie znam listy nazwisk kandydatów na stanowisko prezesa GPW - to należy do kompetencji rady. To ona wyłoni najlepsze, jej zdaniem, osoby w postępowaniu kwalifikacyjnym. Ostateczną decyzję, zgodnie ze statutem, podejmie walne zgromadzenie.

WZA, na którym Skarb Państwa ma decydujący głos. Na rynku można usłyszeć też pogłoski, że Cezary Mech może zostać prezesem PZU. W przypadku tej posady minister skarbu nie musi pytać nikogo o zdanie.

Tej plotki akurat nie znam. Czasami mam wrażenie, że "rynek", o którym Pan mówi, nie różni się wiele od magla.

Rada giełdy ma wskazać walnemu zgromadzeniu trzech najlepszych kandydatów, spośród których WZA, czyli de facto Skarb Państwa, wybierze prezesa, a dwaj pozostali mają wejść do zarządu. Ile osób będzie liczył zarząd GPW po zmianach?

Reklama
Reklama

Myślę, że trzy, czteroosobowy zarząd byłby dla GPW optymalny.

Jakie oczekiwania MSP będzie mieć w stosunku do nowego zarządu GPW?

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie ma za sobą okres wzrostu organicznego, w czym dużą zasługę położył jej twórca i wieloletni prezes Wiesław Rozłucki. Sądzimy jednak, że spółkę można poprowadzić bardziej dynamicznie, z większą wizją. Jeżeli w pewnym momencie jedynymi koncepcjami zarządu było dążenie do sprzedania giełdy inwestorowi branżowemu, to - naszym zdaniem - nie jest to właściwa droga. Uważam, że to GPW w Warszawie jest predysponowana do przejmowania innych podmiotów w regionie.

Myśli Pan o tym, aby GPW wstąpiła w alians z inną giełdą, czy o tym, by przejmowała inne giełdy w regionie? Kierunek ekspansji jest ograniczony - sprowadza się właściwie do byłych demoludów z Europy Środkowej i Południowej.

To prawda, że nie ma zbyt dużo możliwości ekspansji. Giełdy w naszym regionie nie są zbyt chętnie prywatyzowane, co nie oznacza, że GPW nie powinna aktywnie zabiegać o to, żeby jej pozycja i znaczenie rosły.

Mówi się o tym, że GPW może stanąć do przetargu na giełdę w Sofii. Czy nie jest ona zbyt daleko?

Reklama
Reklama

Nie wydaje mi się, aby czynnik geograficzny miał w tym przypadku znaczenie. Sofia jest o godzinę lotu dalej niż Frankfurt czy Wiedeń.

Skoro jesteśmy przy GPW, trudno nie spytać o podaż akcji Skarbu Państwa na warszawskiej giełdzie.

Że jest za niska, tak?

Przykro powiedzieć, ale jej nie ma.

Trudno się z tym nie zgodzić, lecz w założeniu nasza misja ma potrwać cztery lata, a minęło pierwsze pół roku.

A może warto temu zaradzić? Czy są realne plany wprowadzenia Fabryki Sklejka-Pisz na giełdę jeszcze w tym półroczu?

Reklama
Reklama

Sądzę, że nie.

Dlaczego? Z powodu oporu społecznego?

Nie tylko. Dobry klimat społeczny przy prywatyzacji jest oczywiście ważny, ale w przypadku Fabryki Sklejka-Pisz pojawiły się uzasadnione wątpliwości co do właściwej wyceny spółki, jak i wartości oferty. Chodzi o różnice kursowe (spółka znaczną część swojej produkcji eksportuje - przyp. red.), z powodu których należy jeszcze raz przeprowadzić wycenę firmy, co przełoży się również na planowaną wartość oferty.

Czy w takim razie dojdzie w tym roku do oferty publicznej Fabryki Sklejka-Pisz? Jeśli tak, to kiedy? Czy podobnie jak w przypadku Ruchu, pod koniec 2006 roku?

Potwierdzam, że Fabryka Sklejka-Pisz przeznaczona jest do prywatyzacji przez giełdę. Nic się nie zmieniło, poza terminem. Myślę, że giełdowy debiut będzie możliwy jesienią. Podobnie jak Ruchu, którego nowy zarząd jest zdania, że przesunięcie oferty umożliwi mu opracowanie i przedstawienie dobrej strategii rozwoju, która spotka się z przychylnym przyjęciem ze strony analityków i inwestorów, co przełoży się na większe wpływy, jakie spółka pozyska z emisji akcji.Czy te dwie oferty to wszystko, na co możemy liczyć w tym roku?

Reklama
Reklama

Rozumiem, że jest to za mało. Ale zapewniam też, że będą kolejne oferty. Minister Maciej Heydel (wiceminister skarbu - przyp. red.) obiecał niedawno, że LOT, po przeprowadzeniu niezbędnej restrukturyzacji, może trafić na GPW w pierwszej połowie 2007 r. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, Skarb Państwa zachowa kontrolę nad spółką, ale możliwe jest jej dokapitalizowanie poprzez emisję akcji na giełdzie.

A Enea i Elektrownia Kozienice? W przypadku tych spółek jeszcze niedawno był cień nadziei, że trafią na GPW.

Ich prywatyzację przez GPW wstrzymano. Mam nadzieję, że nie na "święty nigdy". A tak serio - musimy poczekać na rządowy program dla energetyki, który pozwoli - przez konsolidację pionową - rozwiązać problem KDT (kontraktów długoterminowych na dostawę energii) i umożliwi prywatyzację przynajmniej części firm powstałych z połączenia wytwórców i dystrybutorów energii.

Panie ministrze, niech się Pan zlituje: inwestorzy mają tyle pieniędzy, że zaczynają one parzyć ich w ręce. Polskie TFI, ze względu na brak ofert publicznych, muszą kupować akcje zagranicznych spółek...

To prawda, że indeksy biją ostatnio rekordy. Ale wśród inwestorów nie brakuje też opinii, że akcje są przewartościowane. To ryzyko również musimy brać pod uwagę. Ponadto wśród tych inwestorów są OFE, które mają pieniądze jedynie ze względu na obowiązek składkowy.

Reklama
Reklama

Skarb Państwa dysponuje sporymi udziałami w spółkach już notowanych. Jeśli nie planujecie nowych ofert publicznych, to może warto sprzedać część giełdowych aktywów - tak by zaspokoić rosnący popyt? Na przykład sprzedaż akcji Zakładów Azotowych Puławy i Zakładów Chemicznych Police przewidziana jest w ministerialnych "Kierunkach prywatyzacji na 2006 rok"...

Chcemy działać bez pośpiechu. Najpierw chcielibyśmy zakończyć prywatyzację czterech spółek Wielkiej Syntezy Chemicznej. Podpisaliśmy umowy z Ciechem (w sprawie zakupu 80 proc. akcji ZCh Zachem i ZCh Organika-Sarzyna - przyp. red.) i niemiecką firmą PCC (w sprawie zakupu 80 proc. akcji ZA Tarnów i ZA Kędzierzyn). Wymagają one jeszcze zatwierdzenia przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz rząd. Pozwólcie więc, że wysiłek zostanie rozłożony w czasie. Nie widzę powodów, dla których miałaby zostać zachowana własność publiczna w sektorze chemicznym, ale też ważne jest, na jakich warunkach zostanie przeprowadzona prywatyzacja.

Rozmawiamy przed walnym PKO BP. Czy zaproponowana przez zarząd dywidenda - 800 mln zł - jest z punktu widzenia resortu odpowiednia?

Tak. Zaproponowana przez zarząd wysokość dywidendy jest dla nas satysfakcjonująca. Trzeba przy tym pamiętać, że PKO BP startuje w dwóch przetargach na zakup banków w Chorwacji i Serbii.

Walne PKO BP ma też dokonać zmian w radzie nadzorczej. Ilu członków (i którzy) straci stanowiska? Kto ich zastąpi?

Reklama
Reklama

Zamierzamy wymienić przynajmniej czterech członków rady, być może pięciu. Pozwoli Pan jednak, że nie odpowiem, o kogo chodzi. Zapewniam, że w radzie nadzorczej PKO BP pojawią się osoby o odpowiednich kwalifikacjach, ekonomiści oraz prawnicy, którzy mają wiedzę o bankowości.

Doświadczenie uczy, że zmiany w radach nadzorczych w spółkach, gdzie Skarb Państwa rozdaje karty, poprzedzają zazwyczaj głębszą rekonstrukcję składu zarządu. Czy tak będzie w przypadku PKO BP?

Na pewno nie od razu. Chcemy, aby rada przedstawiła nam najpierw rzetelną ocenę pracy zarządu PKO BP.

Wróćmy do wspomnianej przez Pana planowanej ekspansji zagranicznej PKO BP. Bank przez to, że jego większościowym akcjonariuszem jest Skarb Państwa, został wykluczony z przetargu prywatyzacyjnego na największy rumuński Banca Comercială Română. Pańskim zdaniem, nie szkoda takich okazji?

Szanujemy decyzję Rumunów, ale nie będzie ona wpływała na nasze decyzje co do struktury własnościowej PKO BP. Sądzę, że PKO BP powinien odważniej spoglądać na Wschód, np. na Ukrainę.Wcześniej mówiło się, że Skarb Państwa mógłby przekazać część akcji PKO BP na przykład do Banku Gospodarstwa Krajowego, przez co podobne ograniczenia nie dotykałyby PKO BP, a jednocześnie Skarb Państwa utrzymał kontrolę nad tym bankiem. Czy ten pomysł jest rozważany?

Nie.

Co będzie z Bankiem Gospodarki Żywnościowej? Poprzednie kierownictwo MSP, podpisując porozumienie z Rabobankiem, deklarowało, że w drugim etapie prywatyzacji BGŻ trafi na GPW. Czy Państwo podtrzymują tę deklarację?

BGŻ jest w trakcie restrukturyzacji - na razie powoli, systematycznie odbudowuje swoją siłę kapitałową. Zarząd musi popracować jeszcze nad zwiększeniem wartości. Potem będzie można myśleć o debiucie.

Czyli debiut BGŻ jest możliwy.

Tak, ale później.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że MSP ma niewiele do zaproponowania inwestorom giełdowym. Tymczasem premier Marcinkiewicz zapowiadał, że wpływy z ofert publicznych mają wynosić kilka miliardów złotych rocznie.

Ministerstwo skarbu nie może być uważane za podmiot, który za kilka lat w głównej mierze będzie tworzył podaż akcji na giełdzie. Trzeba pamiętać, że coraz więcej sektorów będzie wkrótce w pełni sprywatyzowanych. Pozostałe, jak energetyka czy przesył gazu i ropy, pozostaną w większości w zarządzie publicznym. Stąd pula firm, które mogą być prywatyzowane przez giełdę, jest ograniczona. Być może spośród prawie 300 przedsiębiorstw, które poddane zostaną w ciągu najbliższego roku masowej komercjalizacji - pod warunkiem wejścia w życie nowelizacji, którą przygotowaliśmy - uda się wyselekcjonować ciekawe firmy nadające się do sprzedaży na GPW. Dzisiaj jednak stale jesteśmy pytani o kilka dużych spółek z sektora paliwowego, elektroenergetycznego czy finansowego, jak PKO BP albo PZU i to wszystko.

Niekoniecznie. Mówiło się o debiucie Polskiego Holdingu Farmaceutycznego, Gamratu.

To prawda. Dodałbym także branżę spirytusową. Nie zmienia to faktu, że nasze możliwości się wyczerpują.

To może MSP powinno aktywniej wyszukiwać podmioty i przygotowywać je do debiutu na giełdzie? Jackowi Sosze, poprzedniemu ministrowi skarbu, jakoś udało się zwiększyć liczbę spółek prywatyzowanych przez GPW.

Zgoda. Ale muszą panowie przyznać, że przeprowadzenie oferty publicznej ma sens, o ile jej wartość wynosi przynajmniej 20 mln zł.

Czyżby w zasobach Skarbu Państwa nie było spółek o takiej wartości.

Oczywiście, że są.

Dziękujemy za rozmowę.

Paweł Szałamacha

(37 lat) od 4 stycznia jest sekretarzem stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa (wcześniej, przez miesiąc, był podsekretarzem stanu).

W resorcie odpowiada m.in.

za instytucje finansowe (banki, zakłady ubezpieczeń), przemysł naftowy, petrochemiczny,

wydobywczy i kopalin,

chemię ciężką.

W latach 1994-2004 związany

był z polskim oddziałem międzynarodowej kancelari prawnej (ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu

A. Mickiewicza w Poznaniu i College d?Europe w belgijskiej Brugii). Doradzał tam w zakresie zakładania spółek, nabywania przedsiębiorstw, obrotu papierami wartościowymi,

zbywania i nabywania akcji

i udziałów spółek w obrocie niepublicznym. Uczestniczył w pracach zespołów doradczych przy transakcjach prywatyzacyjnych (m.in. Elektrociepłownie Warszawskie,

LOT, KGHM). W latach 1996-2003 był ekspertem Centrum im. Adama Smitha, a od 2003 r. członkiem zarządu i Instytutu Sobieskiego

którego jest współzałożycielem.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama