Przykładowo - jeśli ktoś miał pięć lat niepowodzeń za sobą, a w 2005 roku zarobił, może odliczyć - maksymalnie po 50 proc. strat z lat 2000, 2001, 2002, 2003 i 2004.
Powiedzmy, że inwestor stracił 10 tys. zł w 2000 roku, 2 tys. w 2001 r., 9 tys. w 2002 r., 1 tys. w 2003 r. i 500 zł w 2004 r. Daje mu to prawo do odliczenia w roku 2005 następujących sum - 5 tys. zł (za 2000 r.), 1 tys. zł (za 2001 r.), 4,5 tys. zł (za 2002 r.), 0,5 tys. zł (za 2003 r.) i 250 zł (za 2004 rok). Czyli - 11 250 zł do odliczenia w 2005 roku. O tyle może pomniejszyć swój dochód, pod warunkiem że co najmniej tyle zarobił (po odliczeniu kosztów) w 20005 roku. Reszta zostanie do odliczenia w latach następnych - o ile będzie od czego odliczać.
Wystarczy, aby w rubryce dochód wpisał 10 tys. zł i tylko tyle strat będzie mógł odliczyć. A co z resztą?
I znowu - większość inwestorów nie będzie mieć czego odliczyć, bo 2004 rok był całkiem niezły dla giełdowych graczy. Spośród pozostałych najwięcej będzie informować o stratach z 2004 roku, kiedy zaczął obowiązywać podatek od zysków z giełdy. Ale ponieważ niektóre formy obrotu papierami wartościowymi były objęte podatkiem przed 2004 rokiem i część osób notowała ujemne wyniki w poprzednich latach, będzie mieć więcej do odliczenia.
Jeśli ktoś miał pecha w roku 2005 i stracił pieniądze na giełdowych inwestycjach, też powinien rozliczyć się z fiskusem. Choćby dlatego, aby koszty powiększyć o różnego rodzaju wydatki związane z prowadzeniem rachunku. Większe koszty to większa strata, co daje nadzieję na odzyskanie większych kwot w przyszłości.
Potem jest już łatwo - od dochodu odejmujemy straty, które wpisaliśmy w odpowiednią rubrykę, wstawiamy stawkę 19 proc. i wyliczamy podatek. I wtedy mamy najgorszą część - trzeba zapłacić podatek. Ale na pocieszenie zostaje fakt, że skoro musimy coś oddać fiskusowi, to znaczy, że rok 2005 zakończyliśmy zyskiem.
Ile trzeba zapłacić
Warto pamiętać, że PIT-38 jest częścią całościowego zeznania rocznego. Może się bowiem okazać, że nie musimy wpłacić fiskusowi całego podatku od zysków giełdowych, ale mniej. Jeśli bowiem ktoś uzyskuje dochody z innych źródeł - np. z pracy najemnej - i przysługuje mu prawo do odzyskania nadpłaty, może o taką kwotę pomniejszyć sumę wpłacaną z tytułu zysków z giełdy.
Przykładowo - zyski z giełdy wyniosły 4 tys. zł, a nadpłacony podatek, naliczany od poborów, wynosi 1 tys. zł - wtedy wpłaca się tylko 3 tys. zł.
Ale - uwaga - nie chodzi tu w żadnym wypadku o tzw. mechanizm kompensacji strat, bo przychodów z zysków od kapitałów pieniężnych nie łączy się z innymi. To tylko zwykłe rozliczenia - nie ma sensu, żeby czekać na zwrot pieniędzy uzyskanych z jednego źródła (i wykazanych na jednym formularzu), gdy od dochodów z drugiego zapłaciło się za dużo.
Gdyby bowiem doszło do odwrotnej sytuacji - że ktoś z tytułu podatku do pensji musi dopłacić 4 tys. zł, a na giełdzie poniósł stratę w wysokości 1 tys. zł, nie będzie mógł wpłacić na konto fiskusa tylko 3 tys. zł. Niestety - trzeba będzie zapłacić całe 4 tys. i liczyć, że w przyszłości uda się zarobić na akcjach tyle, żeby można było ów tysiąc sobie odliczyć.
Ulga na NFI
Zgodnie z ustawą o podatku dochodowym od osób fizycznych, osobom sprzedającym akcje NFI przysługuje zwolnienie w wysokości połowy miesięcznego wynagrodzenia w roku, w którym została dokonana sprzedaż. Czyli dochód z akcji funduszy sprzedanych w 2005 roku jest zwolniony do kwoty 1 190,14 zł. W przypadku tej ulgi nie ma żadnych warunków, wystarczy sama sprzedaż papierów. Od dochodów ze sprzedaży akcji NFI, które przekraczają tę kwotę, trzeba już zapłacić podatek.
Wrażenie na urzędnikach
Identyczne zasady rozliczania dochodów, jakie obowiązują przy akcjach czy obligacjach, stosuje się do gry na instrumentach pochodnych czy obrocie walutami na foreksie. Ale gracze z rynku kontraktów czy opcji będą w zeznaniach wyglądać na finansowych krezusów. Wprawdzie inwestują tylko kwoty, będące częścią kosztu zakupu danego instrumentu, ale w zeznaniach będzie uwidoczniona cała wartość. Bardziej aktywni inwestorzy będą więc mieć przychody i koszty liczone w milionach złotych. Z punktu widzenia rzeczywistych zysków, nie ma to większego znaczenia, ale na urzędnikach fiskusa może zrobić wrażenie.
Nie ma zeznania bez przychodu
Są tacy, którzy nie będą musieli wypełniać PIT-u 38, mimo że posiadają akcje. Bo przepisy są tak skonstruowane, że premiują aktywne inwestycje. Czyli konieczne są przychody ze sprzedaży papierów wartościowych. Bez przychodów nie ma sensu składać zeznania.
CŻe osoby, które np. mają na swoim rachunku akcje nabyte jeszcze w 2004 roku, ale nic nie sprzedały w ubiegłym roku, nie dostaną ani PIT-u 8C, ani też nie będą musiały składać zeznania na druku 38. Także ci, którzy w ubiegłym roku tylko kupowali akcje, nie będą musieli się rozliczać.
Tyle, że w obu tych przypadkach inwestorzy ponosili koszty - płacili bowiem biuru za rachunek, być może transferowali akcje itd. Co wtedy?
Zdaniem specjalistów, nie ma sensu składać zeznania. Urzędnicy po prostu nie przyjmą do wiadomości, że można mieć koszty przy przychodach równych zero. Lepiej więcej podliczyć sobie wydatki, związane z prowadzeniem rachunku, i dopisać je do zeznania, które złożymy, gdy wreszcie jakieś akcje zostaną sprzedane. Choć takie działanie obarczone jest ryzykiem, że fiskus je zakwestionuje. Może uznać, że w zeznaniu za dany rok podatkowy nie można umieszczać kosztów poniesionych wcześniej. I - według ustawy - będzie miał rację. Trzeba więc policzyć, co nam się opłaca, i ewentualnie sprzedać choć parę walorów. Wtedy będziemy mogli odpisać wydatki z danego roku.
Jest upadłość, nie ma straty
Inwestorzy, którzy kupili akcje spółek, a te upadły, mają pecha. Z punktu widzenia prawa podatkowego nie mogą tego potraktować jako straty. I to mimo faktu, że stracili 100 proc. zainwestowanej kwoty, co zwykle na giełdzie się nie zdarza. Dlaczego tak jest? Wynika to z faktu, że - według fiskusa - strata bierze się z różnicy między ceną zakupu a sprzedaży. Tymczasem w przypadku upadłości o sprzedaży nie ma mowy. Rozwiązaniem jest sprzedaż akcji udokumentowana odpowiednią umową. Warto jednak pamiętać, że taki dokument oznacza konieczność zapłaty podatku od czynności cywilnoprawnych (1,5 proc. wartości transakcji). To dodatkowy koszt, który powiększa stratę.