Reklama

Siła złotego a siła eksportu

Czym słabszy złoty tym dla eksporterów lepiej na zasadzie, że lepiej mieć więcej niż mniej

Publikacja: 19.04.2006 08:47

Pierwsze miesiące tego roku jednoznacznie wskazują na kontynuację dobrych wyników popytu krajowego. Już w czwartym kwartale 2005 roku wzrósł on o 5 proc., a eksport netto przestał być motorem wzrostu gospodarczego wykazując negatywną kontrybucję do dynamiki PKB. Zbiegło się to w czasie ze znaczącym umocnieniem złotego, za sprawą między innymi kontrowersyjnej polityki wymiany walut na rynku przez Ministerstwo Finansów. Co prawda w ostatnim czasie sytuacja na rynkach międzynarodowych (odpływ kapitału z rynków wschodzących w rezultacie wzrostu rentowności obligacji amerykańskich) pomaga polskim eksporterom, jednak aktualne wydaje się pytanie o wpływ aprecjacji złotego na opłacalność polskiego eksportu. Lutowe dane bilansu płatniczego wskazały na wzrost polskiego eksportu o 18 proc. r/r dla danych wyrażonych w euro, a co ważniejsze o 12,4 proc. w przeliczeniu na złote (podobnie jak w styczniu), co pokazuje, że znacznie zwiększają się przychody polskich firm z tytułu aktywności eksportowej. Być może jednak eksport idzie "siłą rozpędu" i ostatnie dane reprezentują po prostu realizację starych kontraktów (zawieranych po korzystniejszym kursie), po czym nastąpić może problem z nowymi kontraktami w przypadku powrotu tendencji aprecjacyjnej naszej waluty. Dla przypomnienia, średni kurs złotego do euro był w lutym na poziomie poniżej 3,80.

Narodowy Bank Polski w kwartalnych badaniach koniunktury pyta przedsiębiorców o graniczny poziom kursu walutowego dla opłacalności eksportu. Pod koniec ubiegłego roku sprzedaż eksportowa pozostawała opłacalna, choć widać było pewne sygnały zagrożenia dla opłacalności eksportu dla pewnej grupy firm. Jednak, ciekawe wnioski w tym samym temacie przynosi lutowy raport Instytutu Koniunktur i Cen Handlu Zagranicznego pt. "Warunki prowadzenia działalności eksportowej w latach 2005-06 w aspekcie wpływu kursu walutowego na rentowność eksportu". Wynika z niego bowiem, że kursowy próg rentowności eksportu wynosi 3,82 (dla kursu EUR/PLN) - przy takim kursie nieopłacalny jest eksport co drugiego polskiego przedsiębiorstwa. Natomiast sprzedaż na rynki zagraniczne byłaby nieopłacalna aż dla 80 proc. polskich firm gdyby kurs złotego do euro umocnił się do poniżej 3,6. Zapewne konsekwencją takiej sytuacji byłoby znaczące spowolnienie wzrostu gospodarczego, w tym popytu krajowego na skutek mniejszego popytu inwestycyjnego eksporterów i ich mniejszej skłonności do zwiększania płac i zatrudnienia, co negatywnie wpłynęłoby na konsumpcję.

Co ciekawe, można odnieść wrażenie, że w badaniach ankietowych przedsiębiorstwa wskazują na próg opłacalności eksportu często pod wpływem bieżącej sytuacji na rynku walutowym. Dla przykładu, badania NBP wskazują, że od połowy 2004 roku kurs euro, przy którym eksport według firm staje się nieopłacalny systematycznie się obniża. Może się to wiązać z kilkoma czynnikami. Po pierwsze, być może eksporterzy nie do końca mówią prawdę w takich ankietach, gdyż nigdy nie wiadomo do czego są one używane. Na przykład, bank centralny prowadząc politykę pieniężną może chętniej akceptować mocniejszy kurs złotego jeśli okazuje się że nie szkodzi on eksporterom. Z badań NBP wynika, że część przedsiębiorstw może szacować graniczny kurs opłacalności swojej działalności z pewnym marginesem, w którym zawiera się ustalony z góry zysk.

Po drugie, w polskich firmach zachodzi ciągły proces restrukturyzacji i wzrostu produktywności, który powoduje, że umocnienie złotego nie wpływa na opłacalność działalności (a może właśnie siła złotego wynika ze wzrostu produktywności). Tutaj pojawia się jednak pytanie, czy rzeczywiście pozostało jeszcze dużo miejsca na wzrost wydajności biorąc pod uwagę wysiłek eksporterów włożony na początku tej dekady (pamiętamy umocnienie złotego w 2001 roku) oraz fakt, że w ostatnich latach nie mieliśmy do czynienia ze znacznym wzrostem inwestycji, który mógłby w tym zakresie pomóc. Dochodzi do tego sytuacja na rynku pracy, charakteryzująca się pewnym niedopasowaniem popytu i podaży, a odzwierciedlona faktem, że przy wysokiej stopie bezrobocia trudno jest znaleźć wykwalifikowaną siłę roboczą w niektórych regionach kraju i trudno jest utrzymać dużą dyscyplinę jeśli chodzi o wzrost wynagrodzeń. Oczywiście, sytuacja nie wygląda tak dramatycznie, jak w małych krajach naszego regionu (np. Słowacja) gdzie wybudowanie fabryk przez kilku inwestorów zagranicznych "wysysa" siłę roboczą w promieniu wielu kilometrów, co w konsekwencji prowadzi do znacznego wzrostu płac i wzrostu inflacji.

Inne możliwe wytłumaczenia zmniejszania się poziomu kursu walutowego, przy którym eksport jest nieopłacalny, to znaczący wsad importowy, który uniezależnia eksport od kursu walutowego (np. branża motoryzacyjna), lub rosnący udział eksportu wewnątrz korporacji, co firmy traktują jako sposoby zabezpieczania się przed niekorzystnymi zmianami kursowymi. Według badań IKCHZ wynika, że ponad 40 proc. firm eksportujących stosuje jakąś formę zabezpieczeń, z czego prawie 30 proc. dokonuje transakcji terminowych a ponad 12 proc. stosuje opcje walutowe (inne sposoby podawane przez firmy to wyrównywanie sald, manewry terminami, rachunek w korporacji, kredyt dewizowy). Jeśli znaczna część firm zabezpieczyła transakcje eksportowe w 2005 roku wykorzystując tymczasowe osłabienie złotego (w kwietniu kurs EUR/PLN powyżej 4,20), to być może eksporterzy nie odczuli w znacznej mierze umocnienia złotego na przełomie roku. Z drugiej strony, z badań ankietowych IKCHZ wynika, że w latach 2004-05 co trzeci eksporter zmienił swoje zdanie na temat wpływu kursu walutowego z pozytywnego na negatywne, powodując, że na początku tego roku co drugi eksporter wyraża swoje krytyczne zdanie na ten temat.

Reklama
Reklama

Oczywiście, czym słabszy złoty tym dla eksporterów lepiej na zasadzie, że lepiej mieć więcej niż mniej. Wydaje mi się jednak, że równie (jeśli nie bardziej) istotna jest stabilność kursowa. Być może przyjęliby oni kurs złotego do euro na poziomie ok. 3,90 wiedząc, że będzie on stabilny w długim okresie, gdyż ułatwiłoby to planowanie i zmniejszyło ryzyko działalności. Ale jak wiemy, rządowi niestety do strefy euro się nie spieszy. Ciekawe czy zmieniłby zdanie jeśli kurs złotego po tymczasowym osłabieniu ponownie umocniłby się, tak jak to miało miejsce w ubiegłym roku, z negatywnymi konsekwencjami również dla popytu krajowego. A być może eksporterzy, aby takiemu scenariuszowi zapobiec, wykorzystają osłabienie złotego (a przebicie poziomu 4 zł do euro wydaje się być kwestią czasu) do zabezpieczenia kontraktów eksportowych na kolejne miesiące czy kwartały.

Główny ekonomista BZ WBK

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama