Byki niemal każdego dnia dostają ostatnio świetne informacje. Jeśli nie są to akurat rekordowe ceny surowców, osiągane z rekordową dynamiką, to jest to rekordowy napływ środków do funduszy inwestujących w akcje z rynków wschodzących. Ta nadpłynność w połączeniu z dużą wagą spółek surowcowych tworzy sytuację, że po stronie podaży nie ma poważnych przeciwników dla trwającego trendu wzrostowego.

Ten brak podaży najlepiej widać było na godzinę przed danymi o produkcji, gdy spekulacyjne koszyki kupna praktycznie bez żadnego oporu podciągnęły indeks o 30 pkt. To nie miałoby większego znaczenia na kolejne sesje, gdyby nie świetne dane z GUS, które rozstrzygnęły losy sesji. Dynamika produkcji wyraźnie powyżej prognoz w obecnym układzie zdecydowanie mocniej zachęca do zakupu akcji, niż zrobiłaby to perspektywa kolejnej obniżki stóp procentowych w przypadku słabszych danych. Z punktu widzenia GPW to była publikacja najlepsza z możliwych. Presji inflacyjnej nikt się teraz nie boi, a o korzyściach wynikających z ożywienia gospodarki nikogo nie trzeba przekonywać. W tym sprzyjającym otoczeniu nie można pominąć też węgierskiego BUX, który z dynamiką największą od miesiąca ustanowił nowe szczyty hossy i całą sesję zachęcał do kupna na pozostałych rynkach regionu.

Skoro jest tak pięknie, to skąd tyle narzekania wokół ostatnich rekordów na GPW? Stąd, że na fali surowcowej hossy dzięki rekordowym napływom środków do funduszy inwestycyjnych wynagradzane są nie tylko spółki, których fundamenty ulegają poprawie, ale cały szeroki rynek, który korzysta na rzeźbionej przez indeksy hossie i optymistycznym nastrojom jej towarzyszącym. Przeciwko trendowi grać nie sposób, ale należy o charakterze tego wzrostu pamiętać. Nie zawsze wszystko będzie sprzyjać bykom.