Indeks dużych spółek rozpoczął piątkową sesję od spadków. Jednak rosnące europejskie indeksy oraz sprzyjająca sytuacja techniczna, nie pozwoliły długo przebywać rynkowi poniżej kreski. Jeszcze przed południem WIG20 wyszedł na plusy i tam też pozostał do końca, zamykając tydzień na poziomie 3185,67 pkt (+1,15 proc.).
Sytuacja na wykresie WIG20 od 7 kwietnia br., kiedy to indeks ten wybił się górą z trzymiesięcznego trendu bocznego 2727,8-2955,7 pkt, zdecydowanie przemawia na korzyść popytu. Piątkowym wzrostem strona popytowa zrealizowała minimalny zakres zwyżki wynikający ze wspomnianej trzymiesięcznej stabilizacji. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żeby oczekiwać dalszych wzrostów. Znana giełdowa maksyma mówi, że trend trwa do czasu, aż nie pojawią się sygnały ich zakończenia. Tymczasem obecnie takowych nie ma. Można co prawda zwracać uwagę na rosnące wykupienie czy też negatywne dywergencje na wskaźnikach, tyle tylko, że nie są to przesłanki do sprzedaży akcji (można rozważyć powstrzymanie się z zakupami). Dlatego też na chwilę obecną strategia inwestycyjna powinna sprowadzać się do wykorzystywania ewentualnych korekt do kupna akcji i czekania na dalsze wzrosty, bowiem póki co końca tej hossy nie widać.
Większych nadziei na spadki nie daje również ostatni odczyt wskaźnika koniunktury Wigometr. Wśród ankietowanych aż 56 proc. oczekuje spadku indeksu WIG20 na koniec przyszłego tygodnia, podczas gdy jedynie 26 proc. stawia na wzrost. Tak wyraźna przewaga pesymistów stawia pod dużym znakiem zapytania możliwość głębszych spadków. Wszak większość bardzo rzadko ma rację.
Reasumując, przyszły tydzień powinien popsuć nastroje inwestorom. Jednak nie dlatego, że przed długim weekendem dojdzie do wyprzedaży akcji na warszawskim parkiecie. Nie ma bowiem obecnie żadnych poważnych sygnałów przemawiających za takim scenariuszem. Humory natomiast popsuje nieuchronnie zbliżający się koniec okresu rozliczenia ubiegłorocznych zysków z fiskusem. W zasadzie, jeżeli czegoś na giełdzie można teraz być pewnym, to tylko tego, że do 2 maja Urząd Skarbowy czeka na nasze pieniądze.