Reklama

Z każdym rokiem ceny usług będą spadały

Z Krzysztofem Pietraszkiewiczem, prezesem Związku Banków Polskich, rozmawia Łukasz Wilkowicz

Publikacja: 24.04.2006 09:53

W ubiegłym roku banki miały wyjątkowo dobre wyniki. Zysk netto przekroczył 9 mld zł. Zwrot z kapitału w skali całego sektora wyniósł ok. 20 proc. Czy banki nie są "nieprzyzwoicie" zyskowne?

Sektor bankowy ma za sobą parę lat stosunkowo niskich zysków, głównie ze względu na konieczność tworzenia znacznych rezerw na tzw. złe kredyty. Poprawa wyników nastąpiła w ostatnich dwóch latach. To następstwo poprawiającej się sytuacji w gospodarce, lepszej jakości portfela kredytowego. To także konsekwencja modernizacji sektora bankowego we wcześniejszym okresie.

Myślę, że dobrych rezultatów nie sposób traktować jako zarzut. Ważne jest to, że polska gospodarka potrzebuje banków z odpowiednio wysokimi kapitałami. A te rosną właśnie dzięki zyskom. Tymczasem u nas relacja funduszy własnych sektora do PKB wynosi 5,5 proc. To oznacza, że nie jesteśmy systemem szczególnie zasobnym. U nas zdolność banków do finansowania rozwoju gospodarczego jest umiarkowana, jeśli nie niska. W Czechach, na Węgrzech jest dużo lepiej, nie mówiąc już o Niemczech czy Francji.

O wysokość zysku pytałem dlatego, że jest wiele głosów, że w polskich bankach jest np. za drogo...

Jeśli chodzi o obsługę dużych firm czy samorządów, to są to bardzo atrakcyjne oferty. Niektórzy mówią wręcz, że walka konkurencyjna między bankami jest bardzo krwawa. Bardzo atrakcyjna jest również część produktów dla gospodarstw domowych, szczególnie związanych z finansowaniem mieszkalnictwa. A koszty pożyczek konsumenckich są na zbliżonym poziomie, jak w wielu krajach europejskich. Jeśli więc chodzi o rynek kredytowy, to nie można postawić zarzutu, że banki są zbyt drogie. Nikt takiego zarzutu zresztą wobec banków nie formułował, np. w pracach nad tzw. ustawą antylichwiarską.

Reklama
Reklama

Chociaż jest grupa banków, która na tym straciła. Te, które udzielają pożyczek gotówkowych biedniejszym klientom.

To raczej grupka, która musiała pewne produkty nieco zmodyfikować. Podkreślam, że to dotyczyło pojedynczych produktów. Poza tym - nie mogąc w przypadku niektórych produktów i mniej zamożnych klientów skalkulować premii za ryzyko banki po prostu zaostrzyły kryteria udostępniania kredytów. To jest naturalne zachowanie instytucji finansowych.

Co do kredytów mieszkaniowych, to faktycznie produkty są bardzo konkurencyjne. Ale jednocześnie część banków utrudnia klientom "wyjście" z takiego kredytu przed terminem, czyli blokuje możliwość zaciągnięcia tańszego kredytu gdzie indziej? Czy to nie jest ograniczanie konkurencji?

Każdy bank ponosi znaczące nakłady związane z udzielaniem kredytu. Wcześniejsze rozwiązanie umowy wywołuje dodatkowe działania i zadania dla banków. Stąd pewne dodatkowe uwarunkowania związane z wcześniejszą spłatą kredytu.

Jak Pan skomentuje oceny, że bardzo wysokie są w Polsce ceny płatności?

Te zarzuty są stawiane zbyt śmiało, w oparciu o małą wiedzę, a czasami również złą wolę. Polski sektor bankowy nie otrzymał niczego od nikogo w prezencie. On jest budowany siłami klientów i inwestorów. W ten sposób stworzyliśmy od zera system płatniczo-rozliczeniowy, system wymiany informacji, potencjał Bankowego Funduszu Gwarancyjnego czy Funduszu Poręczeń Unijnych.

Reklama
Reklama

Poza tym trzeba pamiętać, że system bankowy w Polsce był - i nadal jest - obciążony bardzo wysokimi obciążeniami o charakterze parapodatkowym i podatkowym. Ten sektor, który musiał finansować swój własny rozwój, odprowadzał na przestrzeni ostatnich 16 lat najwyższe rezerwy obowiązkowe w tej części świata i do niedawna one były nieoprocentowane. To był dodatkowy podatek, nałożony przez państwo na osoby oszczędzające.

Warto też pamiętać, że zaledwie połowę (a było jeszcze mniej) rezerw celowych na kredyty w sytuacji nieregularnej możemy zaliczać w koszty uzyskania przychodów. W ten sposób państwo nakłada dodatkowy podatek dochodowy na osoby zaciągające kredyty w polskich bankach. Stąd moje stwierdzenie, że tylko osoby, które nie zapoznały się z sytuacją albo po prostu kierują sże polski sektor bankowy jest nieefektywny albo zbyt drogi.

Czy poziom opłat będzie się obniżał?

Jestem przekonany, że z każdym rokiem tak będzie. Pozwoli na to przede wszystkim automatyzacja i korzystanie z nowoczesnych kanałów dostępu do usług bankowych. Ale pamiętajmy, że jest grupa klientów, która zawsze będzie wolała przyjść do banku i załatwić swoje sprawy w oddziale - a więc drożej. Tak jest na całym świecie.

Czy banki są skłonne zmniejszać ceny?

Nie jest tajemnicą, że konkurencja w obszarze usług bankowych jest bardzo mocna. Jej intensywność coraz bardziej wzrasta. Ona dotyka kolejnych obszarów sektora i będzie wzrastać z wchodzeniem na nasz rynek nowych banków. Jestem pewny, że bardzo pozytywne efekty da informatyzacja banków i zmniejszające się obciążenia podatkowe i parapodatkowe. Spodziewam się, że za trzy, cztery lata obraz systemu finansowego i cen będzie zupełnie inny niż jest dzisiaj.

Reklama
Reklama

Na razie mamy jednak do czynienia raczej z głośnymi przypadkami podwyżek. Na taki krok w I kw. zdecydował się PKO BP. Pod koniec ub.r. to samo zrobił BPH. Czy to nie podważa przekonania, że ceny będą spadać?

Ceny wielu usług będą sukcesywnie się obniżać. Należy jednak pamiętać, że banki będą zniechęcać do używania przez klientów kosztownych, czasochłonnych i niebezpiecznych instrumentów. To sytuacja normalna. Raczej można mówić o tym, że tempo tych działań banków bywa zbyt szybkie. Natomiast kierunek zmian - w stronę obniżania cen - jest raczej trwały.

W ostatnich miesiącach dużo się mówiło o raporcie Capgemini na temat cen usług bankowych w różnych krajach. W porównaniu, ile kosztuje "koszyk" usług bankowych, Polska wypadała dość korzystnie z punktu widzenia klientów. Ale jeśli wziąć pod uwagę poziom PKB na głowę mieszkańca, to byliśmy najdrożsi w Europie.

Porównywanie krajów na zupełnie innym etapie rozwoju, dochodowości obywateli i przedsiębiorstw to nierzetelność intelektualna. Nasz sektor bankowy wciąż jeszcze jest "na dorobku". Musimy ponosić nakłady na "infrastrukturę bazową", którą banki zachodnie mają zamortyzowaną od wielu, wielu lat.

Być może wysokie ceny usług bankowych w Polsce można wytłumaczyć wysokim poziomem koncentracji sektora?

Reklama
Reklama

To raczej egzotyczny i oderwany od realiów zarzut. Polska pod względem stopnia koncentracji znajduje się na 16. miejscu wśród krajów UE. Są jednak obszary, gdzie koncentracja dalsza i homogenizacja produktów masowych musi następować, jeśli mają być tańsze i bezpieczniejsze. Raczej konieczne jest zrealizowanie programu upowszechniania obrotu bezgotówkowego, niż prowadzenie jałowych debat nad niektórymi związkami przyczynowo-skutkowymi.

Niedawno wicepremier Zyta Gilowska mówiła, że nie udało jej się doprowadzić do tego, by banki obniżyły ceny za płatności w zamian za rezygnację z podatku od dochodów kapitałowych. Czy banki są za takim rozwiązaniem?

Tak naprawdę to takiej oferty nie było. Ale też w istocie rzeczy takiej wymienności nie ma. Pamiętajmy, że w Polsce oszczędności ma niewiele ponad 20 proc. gospodarstw domowych. Natomiast uczestnikami płatności są wszyscy klienci bankowi. Ten miliard podatku od oszczędności sam w sobie jest instrumentem zniechęcającym do oszczędzania. Skłonność do oszczędzania powinniśmy wzmagać, bo te oszczędności są potrzebne do rozwoju gospodarki.

Natomiast jeśli chodzi o ceny usług płatniczych, to - jak mówiłem - w kolejnych latach można się spodziewać dużych zmian, szczególnie jeśli działania banków zostaną wsparte przez administrację.

Więc jedno z drugim się nie wiąże?

Reklama
Reklama

Na pewno nie ma prostego przełożenia. No i pamiętajmy, że my przecież nie możemy zobowiązać się do czegoś, co wiąże się realizacją programu działań kilkuset banków, przy dużej konkurencji na rynku. Natomiast gotowi jesteśmy do rozmów o ustaleniu obciążeń podatkowych i parapodatkowych banków na europejskim poziomie i przewidywanym korzystnym wpływie takiego rozwiązania na ceny oferowanych usług. Obecnie rozwiązania należą do mało przejrzystych i są kosztowne dla banków i w konsekwencji ich klientów.

Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Pietraszkiewicz jest prezesem Związku Banków Polskich od kwietnia 2003 r. (kadencja kończy się w tym tygodniu). Z ZBP jest związany od początku istnienia tej instytucji, czyli od 1991 r. Początkowo pełnił funkcję dyrektora biura, a potem dyrektora generalnego związku. Przed przyjściem do ZBP pracował (od 1985 r.) w Urzędzie Rady Ministrów jako doradca ds. ochrony zdrowia i ubezpieczeń społecznych i dyrektor gabinetu szefa URM. Współorganizator instytucji zakładanych przy udziale ZBP, m.in. Krajowej Izby Rozliczeniowej, Biura Informacji Kredytowej i Warszawskiego Instytutu Bankowości. W latach 2002-2003 był przewodniczącym rady nadzorczej PKO BP. Obecnie jest szefem rady BIK.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama