W ubiegłym roku banki miały wyjątkowo dobre wyniki. Zysk netto przekroczył 9 mld zł. Zwrot z kapitału w skali całego sektora wyniósł ok. 20 proc. Czy banki nie są "nieprzyzwoicie" zyskowne?
Sektor bankowy ma za sobą parę lat stosunkowo niskich zysków, głównie ze względu na konieczność tworzenia znacznych rezerw na tzw. złe kredyty. Poprawa wyników nastąpiła w ostatnich dwóch latach. To następstwo poprawiającej się sytuacji w gospodarce, lepszej jakości portfela kredytowego. To także konsekwencja modernizacji sektora bankowego we wcześniejszym okresie.
Myślę, że dobrych rezultatów nie sposób traktować jako zarzut. Ważne jest to, że polska gospodarka potrzebuje banków z odpowiednio wysokimi kapitałami. A te rosną właśnie dzięki zyskom. Tymczasem u nas relacja funduszy własnych sektora do PKB wynosi 5,5 proc. To oznacza, że nie jesteśmy systemem szczególnie zasobnym. U nas zdolność banków do finansowania rozwoju gospodarczego jest umiarkowana, jeśli nie niska. W Czechach, na Węgrzech jest dużo lepiej, nie mówiąc już o Niemczech czy Francji.
O wysokość zysku pytałem dlatego, że jest wiele głosów, że w polskich bankach jest np. za drogo...
Jeśli chodzi o obsługę dużych firm czy samorządów, to są to bardzo atrakcyjne oferty. Niektórzy mówią wręcz, że walka konkurencyjna między bankami jest bardzo krwawa. Bardzo atrakcyjna jest również część produktów dla gospodarstw domowych, szczególnie związanych z finansowaniem mieszkalnictwa. A koszty pożyczek konsumenckich są na zbliżonym poziomie, jak w wielu krajach europejskich. Jeśli więc chodzi o rynek kredytowy, to nie można postawić zarzutu, że banki są zbyt drogie. Nikt takiego zarzutu zresztą wobec banków nie formułował, np. w pracach nad tzw. ustawą antylichwiarską.