Reklama

Fura, skóra i komóra, czyli manipulowanie wydatkami służbowymi

Publikacja: 24.04.2006 10:21

Ten projekt zaczął się tak jak zwykle. Do kierownictwa dużej korporacji, z siedzibą we Francji, trafiły anonimowe informacje, że dyrektor zarządzający polskim oddziałem prowadzi bardzo aktywny tryb życia, niekoniecznie związany z wypełnianiem obowiązków służbowych. Ponadto, ktoś "dobrze poinformowany" doniósł, że dyrektor wydaje sporo pieniędzy na prywatną rozrywkę i jest podejrzenie, że koszty te rozlicza jako wydatki służbowe.

Błyskawiczny telefon z Paryża do naszego biura w Warszawie i już byliśmy w drodze. Firma miała siedzibę w Gdańsku, więc było trochę czasu na zapoznanie się z tym, co przekazał informator. Dowiedzieliśmy się, że dyrektor był obcokrajowcem i przebywał w Polsce przez około 8-10 dni w miesiącu. Większość wydatków, które ponosił, pokrywał firmową kartą kredytową wystawioną na macierzystą firmę - centralę korporacji w Paryżu.

Po kilku godzinach podróży, rozpoczęliśmy prace na miejscu i dość szybko dotarliśmy do pierwszych dokumentów pozwalających na poznanie mechanizmu oszustwa. Następne kilka dni zajęła mozolna analiza dokumentacji i weryfikacja danych przechowywanych w formie elektronicznej, w celu oszacowania wysokości strat poniesionych przez spółkę i zgromadzenia materiału dowodowego dla celów procesowych.

Sam mechanizm oszustwa był stosunkowo prosty. Ze służbowej karty kredytowej były pobierane duże ilości gotówki. Jako rozliczenie tych operacji były przedstawiane wydruki z bankomatu opisane jako wydatek służbowy - zazwyczaj jako konsumpcja z klientem lub nocleg. Ponieważ we Francji nikt nie znał polskiego, więc na podstawie opisów dokonanych przez dyrektora, wydatki te były zatwierdzane jako służbowe. Poza wydrukami z bankomatu, inne "służbowe" wydatki obejmowały między innymi rachunki z kasyna oraz faktury wystawiane przez agencje towarzyskie.

Ciekawe rzeczy ujawniono podczas analizy wydatków gotówkowych. Przy każdej wizycie w Polsce dyrektor wydawał na taksówki około 10 tysięcy złotych. Rachunki w większości były wystawione przez jednego taksówkarza. Z opisów tras, które dyrektor przemierzał, wynikało, że przez połowę czasu spędzonego w Polsce nie powinien właściwie wychodzić w taksówki. Po dłuższych rozmowach taksówkarz, który wystawiał wątpliwe rachunki, przyznał, że koszty faktycznych kursów nie przekraczały 2 tysięcy złotych. W dodatku zawsze dawał dyrektorowi kilka pustych rachunków, których nie ewidencjonował, bo wiedział, że rozliczenia trafią za granicę i urząd skarbowy w Polsce nigdy się o nich nie dowie.

Reklama
Reklama

Po wynikach badania w Polsce kierownictwo firmy zdecydowało się przeanalizować wydatki feralnego dyrektora również w innych krajach. Wyniki audytu były podobne. Suma zidentyfikowanych nieprawidłowości zamknęła się wysokością dwukrotnego rocznego wynagrodzenia dyrektora.

Jak pewnie Państwo już zauważyli, nadużycia związane z wydatkami służbowymi potrafią oznaczać całkiem spore straty. Wydatki służbowe ponoszone są przez pracowników we wszystkich firmach. W zależności od rozwiązań organizacyjnych, mogą być dokonywane za pomocą prywatnej gotówki pracownika, pobranej uprzednio zaliczki lub służbowej karty kredytowej.

Niezależnie od sposobu wydawania pieniędzy pracownik ponoszący wydatek musi przedstawić pracodawcy rozliczenie, jeśli chce otrzymać zwrot pieniędzy lub udokumentować, na co została przeznaczona zaliczka. Nadużycia polegają zazwyczaj albo na wprowadzeniu w błąd osoby, która akceptuje wydatki, albo na działaniu z nią w zmowie. Oczywiście, w skrajnych przypadkach można ominąć ten element i, jeśli istnieje taka możliwość, dokonać nadużycia już po akceptacji wydatków. Jednymi z najczęściej spotykanych przypadków są fikcyjne rozliczenia za używanie samochodu prywatnego do celów służbowych.

W jednej z firm przedstawiciele handlowi, działając w porozumieniu z osobami odpowiedzialnymi za weryfikację i księgowanie wydatków służbowych, przedstawiali do rozliczenia delegacje za dalekie wyjazdy do klientów. Wyjazdy odbywały się z wykorzystaniem prywatnych samochodów. Aby je uwiarygodnić, na drukach delegacji umieszczane były pieczątki klientów, u których miały odbyć się wizyty handlowców. Pieczątki te zwróciły uwagę audytorów, gdyż nawet na pierwszy rzut oka wyglądały jak wydrukowane na drukarce atramentowej, a nie odciśnięte za pomocą prawdziwej pieczątki. Podczas prowadzonego później śledztwa, na komputerze jednej z osób znaleziono całą kolekcję zeskanownych pieczątek firm z różnych zakątków kraju. Pikanterii dodaje fakt, że wszyscy zamieszani w aferę przedstawiciele handlowi posiadali samochody służbowe, które w czasie rzeczonych wyjazdów służbowych miały być w naprawie.

Mariusz Witalis

menedżer

Reklama
Reklama

[email protected]

Bartłomiej Kowalczyk

konsultant

bartł[email protected]

Autorzy pracują w Dziale

Doradztwa Biznesowego Ernst&Young.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama