Opublikowane ostatnio dane makroekonomiczne za marzec potwierdziły postępujące ożywienie gospodarcze. Dynamika produkcji przemysłowej przekroczyła oczekiwania rynku, wysokie okazało się również tempo wzrostu produkcji budowlano - montażowej. Informacje te sugerują, że wzrost PKB w I kwartale może okazać się większy, niż wcześniej zakładano. Jednocześnie, w połączeniu z postępującą poprawą sytuacji na rynku pracy oraz z wynikami przeprowadzonego przez NBP badania koniunktury w sektorze przedsiębiorstw, zwiększa się prawdopodobieństwo, że ożywienie w gospodarce utrzyma się w dłuższym okresie. Budzi to jednak obawy o możliwy wzrost presji inflacyjnej.
Okres intensywnego wzrostu gospodarczego rodzi ryzyko wzrostu presji cenowej, którego źródłem stają się czynniki popytowe. Towarzyszący ożywieniu wzrost zatrudnienia i wynagrodzeń sprzyja pobudzeniu popytu konsumpcyjnego. Jeżeli gospodarka nie jest w stanie dostosować swoich zdolności produkcyjnych do rosnącego popytu, to rezultatem staje się przyspieszenie inflacji. Z tego punktu widzenia, obawy o tempo wzrostu cen wydają się uzasadnione. Jak wynika z danych GUS, dynamika wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w dwóch ostatnich kwartałach zwiększyła się wyraźnie (odpowiednio do 4,8 i 4,6 proc. w IV kwartale 2005 i w I kwartale 2006 r.). Wobec niskiego tempa inflacji oznacza to znaczny wzrost wynagrodzeń realnych (co znalazło odbicie we wzroście spożycia indywidualnego pod koniec ubiegłego oraz na początku 2006 roku). Również dynamika zatrudnienia utrzymała się w trendzie wzrostowym. Co więcej, z badań przeprowadzonych przez NBP wynika, że przedsiębiorstwa, zamierzając rozszerzać produkcję i kontynuować działalność inwestycyjną, będą zwiększać zatrudnienie również w II kwartale, a napotykając na trudności w poszukiwaniu wykwalifikowanego personelu, rozważają przy tym kolejne podwyżki wynagrodzeń.
Jak na razie jednak ożywieniu gospodarczemu towarzyszą silne tendencje dezinflacyjne. W dużej mierze wynika to z czynników o charakterze przejściowym. Z tego właśnie względu w krótkim okresie tempo wzrostu cen konsumpcyjnych powinno pozostać niskie (możliwa jest nawet przejściowa deflacja), zwłaszcza biorąc pod uwagę zbliżający się okres wakacyjny, z którym wiąże się sezonowy wzrost podaży żywności. Rynek spodziewa się, że po wygaśnięciu tych czynników inflacja przyspieszy, zbliżając się do celu NBP (pod koniec bieżącego roku spodziewany jest wzrost jej tempa do około 1,5 proc. ). Zakładając, że pozytywne tendencje w gospodarce utrzymają się w dłuższym okresie (a wiele na to właśnie wskazuje), wzrost presji cenowej wydaje się prawdopodobny. Rodzi się jednak pytanie o skalę i tempo tego procesu.
Kluczowym zagadnieniem może się tutaj okazać zdolność polskiej gospodarki do sprostania rosnącemu popytowi w dłuższym okresie. Szybkie dostosowanie potencjału produkcyjnego, pozwalające uniknąć wyczerpania zapasów, umożliwia bowiem ograniczenie presji inflacyjnej związanej z czynnikami popytowymi. Istotne znaczenie z tego punktu widzenia ma wydajność pracy. Źródłem jej wzrostu może być z jednej strony racjonalizacja wykorzystania zasobów ludzkich, a z drugiej - zastosowanie nowych technologii. Pamiętać trzeba, że za przyspieszeniem gospodarki, jakie obserwujemy w ostatnich miesiącach, w dużej mierze stoją nakłady inwestycyjne. Można zatem zakładać, że wiąże się z nimi wprowadzanie w życie nowoczesnych technologii, prowadzących do wzrostu wydajności pracy (pomimo zwiększającego się zatrudnienia). Z raportu opublikowanego w marcu przez amerykański instytut badawczy The Conference Board wynika, że w 2005 r. wzrost wydajności pracy (rozumianej jako wartość produktu wytworzonego w ciągu godziny pracy) wyniósł w Polsce 7,7 proc. (po wzroście o 4,1 proc. w 2004 r.). Była to najwyższa dynamika wzrostu wydajności pracy spośród wszystkich nowych krajów członkowskich UE, a w gronie krajów rozwijających się wyższą osiągnęły jedynie Chiny (8,4 proc.). Oczekuje się, iż inwestycje pozostaną czynnikiem napędzającym gospodarkę, co pozwala żywić nadzieję na to, że szybkiemu wzrostowi gospodarczemu towarzyszył będzie dynamiczny wzrost wydajności pracy. Jeżeli jednocześnie wzrost popytu konsumpcyjnego przebiegał będzie stopniowo, to przyspieszenie inflacji w średnim okresie może postępować stosunkowo powoli, a jego skala nie musi być znaczna. W szczególności, nie grozi nam raczej tak gwałtowny skok, jak to miało miejsce w 2004 r., kiedy to nagły szok popytowy wywołany przystąpieniem Polski do UE (któremu nie towarzyszyły wystarczająco szybkie zmiany strukturalne w gospodarce) doprowadził do wyraźnego zachwiania równowagi na rynku dóbr, wywołując gwałtowny wzrost inflacji.
Ekonomista DZ Banku