Do tej pory Prawu i Sprawiedliwości udało się porozumieć tylko z Samoobroną. Od kilkunastu dni liderzy PiS spotykają się z politykami LPR i PSL, aby nakłonić ich do stworzenia silnej koalicji. Czteropartyjne porozumienie da rządowi 267 głosów w 460-miejscowym Sejmie. Jednak ani podzielona wewnętrznie Liga, ani ludowcy nie kwapią się do współpracy. Bliżej jest do porozumienia PiS z PSL, mimo że ludowcy żądają dla siebie dwóch kluczowych resortów - gospodarki i budownictwa. Decyzję, czy wchodzić do rządu, podjąć ma dziś Rada Polityczna PSL. Negocjatorzy rządzącej partii mówili więc, że także dziś możliwe jest już porozumienie PiS-Samoobrona-PSL (daje ona 231 mandatów). Coraz więcej jednak głosów, że umowa koalicyjna podpisana będzie dopiero po weekendzie. - Jesteśmy zdenerwowani przedłużającymi się negocjacjami - przyznał wczoraj Janusz Maksymiuk, wiceprzewodniczący klubu Samoobrony.
Na ewentualną marginalizację nie zgadza się LPR. Partia łagodzi wewnętrzny podział między prezesem Romanem Giertychem (niechętny koalicji), a byłym już wiceprezesem Bogusławem Kowalskim (skłonny wejść do rządu). Niewykluczone, że LPR zgodzi się ostatecznie na proponowane im podobno przez PiS resorty edukacji i sportu. Samoobrona chce resortów budownictwa (wydzielonego z obecnego Ministerstwa Transportu i Budownictwa), rolnictwa, pracy i polityki społecznej (rozważany jest także podział tego resortu na dwie części) oraz ochrony środowiska.
Testem na lojalność wobec PiS była wczorajsza dyskusja w Sejmie nad wnioskiem o odwołanie ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela (wniosek zgłosiła PO). Rządząca partia poprosiła inne ugrupowania o odrzucenie wniosku. Przystała na to Samoobrona. Decyzje PSL i LPR w tej sprawie znane mają być przed dzisiejszym głosowaniem nad wotum nieufności dla ministra.