Wczoraj o "nieuczciwej konkurencji" na rynkach energetycznych mówił prezydent Władimir Putin przed spotkaniem z kanclerz Niemiec Angelą Merkel w Tomsku. - Nie może być żadnego wytłumaczenia ograniczania nas na Północy, Południu i na Zachodzie - powiedział Putin, podkreślając, że Rosja powinna skupić się na dostawach do Azji.
Wcześniej ten wątek pojawił się w wypowiedziach szefów Gazpromu i Rosnieftu. Aleksander Miedwiediew, wiceprezes rosnącego w siłę gazowego monopolisty, powiedział przedwczoraj w Londynie, podczas Rosyjskiego Forum Ekonomicznego, że zależność Unii Europejskiej od rosyjskiego gazu będzie rosła, bo nie ma dlań żadnej alternatywy.
- Jeśli jednak zapadną polityczne decyzje, aby zmniejszyć tę zależność, wówczas Rosja nie będzie czekała na zmianę klimatu. Wydobycie będzie rosło, więc będziemy musieli inwestować na innych kierunkach - powiedział Miedwiediew. Apele o zmniejszenie zależności od Gazpromu, którego udział w dostawach do państw UE wynosi 25 proc., traktuje jako "zakamuflowany atak na podstawowe zasady rozwoju biznesu" swojej firmy.
Rosyjski gigant chce przejmować kontrolę nad detalicznymi dystrybutorami gazu w Europie. Te plany zderzają się z obawami o bezpieczeństwo energetyczne, które pojawiły się po tym, jak kontrolowany przez państwo Gazprom w styczniu tego roku wstrzymał dostawy na Ukrainę. Skutki tego posunięcia odczuli też liczni odbiorcy na Zachodzie, zwłaszcza we Włoszech i Francji.
Jedną z firm, na którą mają apetyt Rosjanie, jest brytyjska Centrica. Miedwiediew potwierdził, że jest ona na liście potencjalnych celów. Gazprom ma duże możliwości i - podkreślił jego wiceprezes - trudno znaleźć firmę, której nie ma na liście zakupów.