Wczorajsza sesja rozpoczęła się na poziomie bliskim zamknięciu z środy. Odniosłem wrażenie, że było ono dość słabe, biorąc pod uwagę brak poważniejszych czynników, które mogłyby zakłócić bycze nastroje wywołane środową końcówką. Rynek jednak nie miał ochoty na dalsze wspinaczki i powoli tracił na wartości. W południe sytuacja uległa drastycznej zmianie.
Gdy wydawało się, że inwestorzy spokojnie przeczekają południową część sesji, pozostawiając najlepsze karty na końcówkę, przyszła wiadomość o podniesieniu stóp procentowych przez chiński bank centralny. Stopy wzrosły z 5,58, na 5,85 proc., czyli w sumie niewiele, ale wprowadziło to popłoch wśród posiadaczy polskich akcji, a zwłaszcza spółek surowcowych. W efekcie KGH od szczytu swoich notowań do dołka stracił kilkanaście procent. Cały rynek przecenił się o 3 proc.
Tłumaczenie tej sytuacji jedynie faktem wzrostu stóp procentowych w Chinach byłoby nadużyciem. Gdy cena KGH spadała o prawie 10 proc., cena miedzi zniżkowała o 4 proc. Zatem rynki surowcowe nie zareagowały równie emocjonalnie, jak miało to miejsce w Warszawie. Nie obawiano się nagłego zmniejszenia popytu na miedź. W przypadku inwestorów w Warszawie właśnie emocje były wczoraj głównym źródłem kłopotów. Emocje oraz fakt, że ostatnie wzrostu nie był przerywany głębszymi korektami. Było wiele zyskownych pozycji i wczorajszy spadek część z nich pozamykał. Potwierdzeniem tej tezy jest zachowanie LOP, która w czasie spadku cen również spadała. Tym samym, na razie nie jest uprawnione twierdzenie, że mamy początek bessy. Hossa ma swoją dynamikę. Teraz jest okres, gdy emocje grają dużą rolę, ale to jeszcze nie oznacza, że trend wzrostowy się zakończył. Myślę, że zobaczymy jeszcze nowe rekordowe poziomy w ramach tego cyklu.