Trwa festiwal rekordów na rynku złota. Wczoraj w Nowym Jorku za uncję płacono już 678,5 USD, czyli o 10 USD więcej niż w środę. Jeszcze tydzień wcześniej kruszec kosztował o blisko 40 USD mniej. Z każdym dniem notowania przybliżają się do historycznych maksimów sprzed 25 lat, kiedy złoto kosztowało ponad 800 USD za uncję.

Wielu analityków wyjaśnia wzrost notowań złota osłabianiem się dolara do innych głównych walut. Bojąc się dalszej utraty wartości amerykańskiego pieniądza, inwestorzy szukają alternatywnych inwestycji. Złoto doskonale spełnia tę rolę. W tym roku dolar stracił do euro ponad 6 proc. Złoto zdrożało w tym czasie o 31 proc. Podobne relacje na rynkach walut i złota zachodziły już w latach 2002-2004.

Wczoraj dolar osłabiał się - a złoto drożało -w reakcji na jastrzębie wypowiedzi prezesa Europejskiego Banku Centralnego Jeana-Claude Tricheta. Bank wprawdzie nie podniósł tym razem stóp procentowych, ale wszystko wskazuje, że uczyni to już w czerwcu. Inwestorów zaniepokoiły także dane przedstawione przez amerykański Departament Pracy, który poinformował o 5,7-proc. zwyżce wynagrodzeń w tamtejszej gospodarce. To może zaowocować przyspieszeniem inflacji, co będzie niekorzystnie działać na notowania dolara.

Złoto cieszy się popytem także ze względu na sytuację w Iranie, gdzie władze nie chcą poddać się naciskom państw Zachodu i zerwać z programem jądrowym. W sytuacji niepewności kapitał zawsze szuka bezpiecznej lokaty.