Reklama

Ropa ważniejsza niż miedź

Na wschodzących rynkach hossa trwa w najlepsze. Ceny rosną tak szybko, jak w trakcie pierwszej fali wzrostowej sprzed trzech lat. W równym stopniu jest to zasługą zwyżki cen towarów, jak dobrej koniunktury na dojrzałych parkietach.

Publikacja: 06.05.2006 08:13

Pogorszenie koniunktury na którejś z tych giełd negatywnie odbije się na notowaniach na emerging markets. Wbrew powszechnemu odczuciu motorem napędowym wzrostu na rynkach wschodzących nie jest wcale sektor wytwórców materiałów do produkcji, korzystający między innymi ze spektakularnej zwyżki cen metali. Uwaga inwestorów koncentruje się głównie na spółkach z branży energetycznej. Ich notowania od dołka z jesieni minionego roku podniosły się o 55 proc., podczas gdy kursy firm zaopatrujących w materiały do produkcji podniosły się w tym okresie o 40 proc. Sektor finansowy zyskał trochę ponad jedną trzecią, a informatyczny jedną czwartą. Indeks akcji z rynków wschodzących, obliczany w lokalnej walucie, podniósł się o 34 proc., a w dolarach o 42,5 proc.

Ropa drożeje wolniej

Duży popyt na akcje z sektora energetycznego jest w sporym stopniu zaskakujący, gdyż od jesieni ubiegłego roku ceny ropy kształtujące atrakcyjność tej branży mają spore problemy z kontynuacją wzrostu. W ostatnim czasie co prawda udało się ustanowić nowe rekordy, ale skala ruchu w górę w porównaniu z tą, jaką obserwowaliśmy w przeszłości, albo z tym, co dzieje się z notowaniami metali, nie jest imponująca. Na wykresie rocznej zmiany ceny ropy naftowej widzimy coraz niżej położone szczyty, świadczące o gasnącej sile trendu rosnącego. W tej fali zwyżkowej nie udało się przekroczyć 50 proc., a wcześniej roczna zmiana sięgała nawet ponad 80 proc. Miedź przez ostatnie 12 miesięcy podrożała o 140 proc., aluminium o 60 proc., złoto o 55 proc.

Rozpoczęty w drugiej połowie października 2005 r. ruch w górę na emerging markets trwa już od ponad 140 sesji. Wcześniejsza fala wzrostowa, zapoczątkowana na wiosnę 2005 r., zakończyła się po 131 sesjach, zaś jej poprzedniczka z okresu od wiosny 2004 r. do wiosny 2005 r. po ponad 200 sesjach. Jednocześnie notowania rosną teraz wyraźnie szybciej niż w czasie dwóch wcześniejszych fal zwyżkowych. Dynamika ruchu jest prawie identyczna jak podczas pierwszej odsłony hossy w okresie od wiosny 2003 r. Z tym że wtedy znacznie lepiej niż teraz prezentował się amerykański parkiet. Różnica w stopach zwrotu między rynkami wschodzącymi a nim była mniej więcej o połowę mniejsza niż teraz. Również w odniesieniu do całej grupy dojrzałych giełd dysproporcja była wyraźnie niższa.

W aktualnej sytuacji lepszym odniesieniem wydaje się amerykański rynek. Jest tak dlatego, że to w odniesieniu do niego istnieją najpoważniejsze obawy o koniunkturę gospodarczą w tym roku. Jednocześnie stopniowo rosnąca rentowność długoterminowych obligacji stale zmniejsza atrakcyjność akcji.

Reklama
Reklama

Akcje zareagują pierwsze

Z reakcji inwestorów w ostatnim czasie można odnieść wrażenie, że szczególnie w odniesieniu do spółek surowcowych z decyzjami o ewentualnej sprzedaży wstrzymują się do czasu pogorszenia koniunktury na rynkach towarowych. Takie podejście stoi w sprzeczności z wnioskami płynącymi z analizy międzyrynkowej. Wskazuje ona, że rynek akcji wyprzedza wydarzenia na rynku surowców. Ta teza znajduje potwierdzenie w notowaniach spółek paliwowych na świecie, które zaczynały tracić na wartości, zanim jeszcze notowania ropy ustanawiały szczyt. Widać to wyraźnie na wykresie obrazującym różnice w 3-miesięcznych zmianach globalnego indeksu sektora energetycznego oraz ceny ropy. Ze zbliżaniem się notowań surowca do lokalnego maksimum ta różnica powiększała się. Z pojawieniem się korekty na rynku ropy zaczynała się zwiększać. W takim zachowaniu znajdowały odbicie oczekiwania, że zniżka ceny ropy jest tymczasowa.

Zatrzymanie się dwa tygodnie temu wzrostu notowań ropy nie oznacza jeszcze odwrócenia tendencji. Jednocześnie czwartkowy spadek ceny gatunku Brent poniżej 70,9 USD za baryłkę czyni to bardzo prawdopodobnym. Ciekawe będzie, jak wtedy zachowają się kursy spółek z sektora energetycznego. Czy zgodnie z dotychczasowym schematem, gdzie w trakcie spadku ceny ropy akcje wypadają lepiej od surowca, czy też jednak tym razem tak nie będzie. W tym drugim wariancie oznaczałoby to, że mamy do czynienia z poważnymi obawami inwestorów o koniunkturę gospodarczą i tym samym wystąpienie silniejszej i trwalszej korekty na rynku ropy. Byłaby to bardzo istotna informacja z punktu widzenia oceny perspektyw emerging markets, na których branża energetyczna jest z jednej strony głównym motorem wzrostu, a z drugiej wypada zdecydowanie lepiej niż na rynkach rozwiniętych (różnica w rocznych stopach zwrotu jest najwyższa od wiosny 2004 r.).

Głową w mur

Amerykański S&P 500 kolejny tydzień spędził na próbach sforsowania bariery związanej z górną granicą formacji kanału rosnącego, w jakim znajduje się od końca 2005 r. W tym wypadku od ustanowienia dołka na jesieni ubiegłego roku upłynęło już ponad 130 sesji. Od początku 2004 r. to trzecia fala zwyżkowa o tak łagodnym przebiegu. W pierwszym przypadku spadek notowań zaczął się po 143 sesjach, w drugim po 102. W tej sytuacji można przyjąć, że rozstrzygnięcie jest już blisko. Gdyby okazało się, że teraz ruch w górę trwa wyraźnie dłużej niż we wcześniejszych przypadkach, byłby to powód do bardziej optymistycznego spoglądania w przyszłość.

Jednocześnie w tym kwartale znów w dużym stopniu wpływ na notowania mają sektory związane z rynkiem towarów. Subindeksy sektora energetycznego oraz materiałów do produkcji od końca marca poszły w górę o przeszło 6 proc. Spółki z tych branż stanowią ponad 13 proc. kapitalizacji firm z indeksu S&P 500. Korzystnie wypada również sektor finansowy (wzrost o ponad 3 proc.), co w kontekście schładzającego się rynku nieruchomości oraz złej sytuacji na rynku obligacji jest pewnym zaskoczeniem. W dalszym ciągu dobrze wypada też branża przemysłowa, która w tym kwartale zyskała 4 proc. wobec 1,4-proc. zwyżki S&P 500.

Reklama
Reklama

Przy takim "układzie sił" na parkietach w USA sytuacja na rynku surowców energetycznych ma bardzo istotne znaczenie dla rozwoju zdarzeń na nich. Te zaś w sporym stopniu rzutują na koniunkturę na rynkach wschodzących. Okazuje się więc, że wbrew wrażeniu, jakie można odnieść, obserwując nasz rynek - na którym kluczową rolę odgrywa cena miedzi - to raczej notowania ropy mogą okazać się decydujące o kondycji giełd w kolejnych tygodniach.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama