Na koniec minionego tygodnia giełdowe akcje zdrożały, a złoty pozostał mocny. Innymi słowy, nasze lokaty nie straciły na wartości, niektóre nawet zyskały. To pierwsza ważna - bardzo dobra - wiadomość. W tle były wydarzenia polityczne: zmiany w rządzie. Rynek obserwuje je bacznie - to pewne, ale najwyraźniej niespecjalnie się nimi przejmuje. To druga ważna i również dobra wiadomość. Tak będzie zapewne dopóty, dopóki rząd nie zmieni polityki gospodarczej. Pozostawia ona trochę do życzenia, ale jest akceptowana przez uczestników rynku, a w każdym razie zanadto im nie zawadza.
W rozmowie z "Parkietem", którą dziś publikujemy, premier Marcinkiewicz zapewnia, że nie da włożyć kija w szprychy rozpędzającej się gospodarki. Nie ma mowy o zwiększaniu deficytu czy zahamowaniu reform. Nawet prywatyzacja ma ruszyć z kopyta. Posłusznie też ponoć dostosowujemy się do wymagań unijnych (szkoda tylko, że w sprawach, które - jak akcyza - uderzą po kieszeni każdego z nas). To w sumie także pozytywny komunikat.
Można straszyć Lepperem czy Giertychem. Tylko po co? Gospodarka w ciągu ostatnich lat przeżyła różnych polityków u steru i różne ich pomysły. Zadziwiająco dobrze sobie z nimi poradziła. Inna rzecz, że obyło się w tym czasie bez eksperymentów, o których opowiadają czasem koalicjanci. Ale co innego opowiadać, a co innego wcielać w życie. Bądźmy więc dobrej myśli: produkcja rośnie, płace też, przybywa inwestycji, inflacja jest niska. Tylko szaleniec i to ze skłonnościami samobójczymi chciałby to popsuć. Szaleńców być może wśród polityków nie brakuje. Ale instynkt samozachowawczy mają oni nad wyraz rozwinięty. A to nam dobrze wróży.