W piątek za akcje Gazpromu płacono po 343,82 rubli. Kapitalizacja osiągnęła rekordowe 300,6 mld USD. Więcej warte są tylko Exxon Mobil (387,2 mld USD) i General Electric (365,6 mld USD).
Ciągły wzrost notowań Gazpromu budzi optymizm u analityków. Citigroup stale podnosi ceny docelowe akcji giganta i podtrzymuje rekomendację "kupuj". Bank przewiduje, że popyt na papiery się zwiększy, gdy Morgan Stanley podniesie wagę Gazpromu w indeksie firm z rynków wschodzących.
Wiceprezes spółki, Aleksander Miedwiediew, zapowiada, że za 10-15 lat kapitalizacja rynkowa Gazpromu przekroczy 1 bilion USD. Ma to być możliwe dzięki konsolidacji przejętego w zeszłym roku Sibnieftu oraz innych spółek energetycznych.
To nie polityka, to biznes...
- To promocja wobec inwestorów - mówi "Parkietowi" analityk rynku paliw Andrzej Szczęśniak. Według niego, przyczyną rosnącej wartości spółki jest jej dobrze odbierana strategia. - To, co w polityce postrzegane jest jako agresja, jest dobrze odbierane w biznesie. Pod naciskiem inwestorów Gazprom podnosi swoją rentowność, stąd dopuszczanie zagranicznego kapitału, wspólne projekty z zachodnimi firmami, znoszenie subsydiów i podnoszenie cen gazu dla krajów byłego ZSRR. Szczęśniak zauważa, że firma odrabia zaległości. - Jeszcze kilka lat temu Gazprom był najbardziej niedowartościowaną firmą na świecie. Co do perspektyw kształtowania się wartości spółki w przyszłości, analityk jest powściągliwy. - Przestrzegałbym przed euforią. Zbyt wiele jest znaków zapytania - mówi A. Szczęśniak.