Hiszpański deficyt na rachunku obrotów bieżących przekroczy w tym roku 8 proc. i tym samym będzie wyższy niż w USA. W liczbach bezwzględnych wprawdzie wciąż niechlubnym liderem pozostaną Stany Zjednoczone, jednak Hiszpania, jak twierdzą eksperci z Europejskiego Centrum Badań Rynkowych (CEBR) w opublikowanym wczoraj raporcie, z deficytem na poziomie 93,7 mld dolarów znajdzie się na drugim miejscu. Autorzy badania uważają, że taka sytuacja może doprowadzić do kryzysu.
Było dobrze
Tak złowieszcze prognozy zaskakują, szczególnie jeżeli mówi się o kraju, którego gospodarka w ciągu ostatnich dwudziestu lat przeżywała bardzo dynamiczny rozkwit. Prosperita na Półwyspie Iberyjskim szczególnie rzucała się w oczy na tle innych krajów Europy Zachodniej. Katalizatorem rozwoju w ostatnich latach była akcesja do strefy euro. Niestety, przełożyło się to bezpośrednio na znaczny wzrost wydatków konsumpcyjnych i pogorszenie wskaźników wymiany zagranicznej. Z innej perspektywy gospodarka Hiszpanii prezentuje się jednak dobrze.
Wzrost popytu miał bardzo pozytywny wpływ na PKB, który w ubiegłym roku wzrósł o 3,4 proc. i w tym ma wzrosnąć w podobnym stopniu. To gorszy wynik, niż prognozowany dla Stanów Zjednoczonych, gdzie zdaniem ekonomistów gospodarka urośnie w tym roku o 4,8 proc., ale zdecydowanie lepszy niż oczekiwane 2,4 proc. w strefie euro.
Może być gorzej