Resort pracy zdecydował się na kolejne podejście do zmian w ustawie o Indywidualnych Kontach Emerytalnych. To dobrze - bo pomysł, aby dać Polakom maksymalnie dużo swobody w oszczędzaniu na starość i na dodatek to premiować, był znakomity. Ale jego wykonanie okazało się fatalne - zbyt niskie limity, mało zrozumiała ulga w podatku, który miał być likwidowany. Na dodatek - zaszkodził potężny opór ze strony Ministerstwa Finansów.

Nie spodziewam się także teraz innej reakcji urzędników fiskusa. Będą walczyć o to, aby nie było ulgi w podatku dochodowym na IKE. Bo każda ulga to ubytek w dochodach państwa, a każdy ubytek powiększa deficyt. A większy deficyt z jednej strony utrudnia pożyczanie pieniędzy, z drugiej zaś grozi karami ze strony Unii Europejskiej.

Zgadzam się, że deficyt to rzecz szkodliwa. Ale nie rozumiem, dlaczego zawsze znajdują się pieniądze dla rolników, górników i różnych grup zawodowych, a nie ma dla wszystkich, którzy chcieliby po prostu odłożyć coś na starość.

A przecież jest to w interesie państwa. Bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że dobrze będzie, gdy Polacy w przyszłości będą mieli dodatkowe pieniądze na życie. Między innymi dlatego, że osoby, które będą miały oszczędności na starość, będą miały mniejszą skłonność do wyciągania ręki do państwa po pomoc. To zaś zmniejszy potrzeby budżetu w przyszłości i pozwoli zmniejszyć deficyt za kilkanaście-kilkadziesiąt lat. Wtedy, gdy podatki będą płacić nasze dzieci czy wnuki.