Jeszcze we wtorek wartość obrotów akcjami spółek wchodzących w skład WIG20 wynosiła nieznacznie ponad 1 mld zł, wczoraj granicy tej nie udało się przekroczyć. Zamiast wyraźnej wskazówki co dalej z rynkiem, mieliśmy sesję, której trudno jest przypisywać jakieś większe znacznie. Nie została bowiem przełamana choćby najszybsza linia trendu, obejmująca ostatnie pięć tygodni notowań. Wykres WIG20 nie spadł też wyraźnie poniżej lokalnego szczytu z 26 kwietnia. Nie padły sygnały, które sugerowałyby, że tym razem pogorszenie potrwa trochę dłużej i sprowadzi indeks największych spółek w okolice 3 tys. punktów, do którego zbliża się najważniejsza w tej chwili linia trendu
wzrostowego.
Być może wyraźniejszych wskazówek doczekamy się dziś. Odbicie od najszybszej linii trendu powinno zaprowadzić WIG20 do 3,4 tys. punktów. Na takie zasięg zwyżki wskazuje zasada ruchu mierzonego, którego podstawę stanowi wzrost trwający od 19 października zeszłego roku do 25 stycznia br.
Największe techniczne szkody wczorajsza zwyżka wyrządziła notowaniom Lotosu i PKN Orlen. Na wykresach obydwu paliwowych spółek zaznaczyły się krótkoterminowe trendy spadkowe. Już dzień wcześniej taka tendencja zaznaczyła się w przypadku TP. Spółki te stanowią mniej więcej 1/4 portfela WIG20 i bez ich udziału dalsza zwyżka będzie miała mniej dynamiczny charakter. Zatem osiągnięcie wspomnianych 3,4 tys. pkt może nie być tak łatwe i zabrać bykom więcej czasu niż to się w tej chwili wydaje.
Takie spowolnienie trendu wzrostowego od miesiąca obserwujemy w przypadku MIDWIG. Od szczytu z 7 kwietnia indeks zyskał niecałe 2 proc. Z drugiej strony od historycznego z maksimum z poniedziałku indeks oddalił się na symboliczne 16 punktów.